pojawiła się myśl

jakiś czas temu pewien ktoś dał mi coś do myślenia. tak powstała koncepcja hodowli. domowej, ale profesjonalnej. profesjonalnej dla mnie oznacza przede wszystkim przemyślanej i nastawionej na psy zdrowe i genetycznie "czyste", ale też ładne. o takie uwierzcie ciężko w dzisiejszych czasach. hodowle - nie mówię, że wszystkie, ale niektóre nastawione są w dużej mierze na zarobek, na zysk z rozmnażania zwierząt. w większości cena rodowodowych szczeniąt sięga kilku tysięcy, w każdym razie na pewno więcej niż jeden tysiąc, ale to zależy od rasy i wielu czynników między innymi od tego czy rasa jest popularna, modna, czy psów tejże rasy jest dużo, czy są ładne......i takie tam inne jeszcze czynniki. 
na tej stronie będę chciała Wam przybliżyć nieco proces wyboru szczeniaka, a docelowo kilku z nich. nie jest to proces łatwy, jeśli podchodzi się do niego poważnie. oto jakie ja rasy brałam pod uwagę i jakie bardzo mi się podobają. nie tylko ze względu na swój wygląd, ale także ze względu na cechy charakteru.
psami jakie mnie osobiście urzekają i kocham tę rasę za jej majestat i za piękno, ale także za powściągliwy charakter i oddanie rodzinie. a jest to:

CANE CORSO ITALIANO

jestem zachwycona ta rasą. już od wielu lat przyglądam się jej bacznie na wystawach. czyste piękno i charakter pasujący do naszej rodzinki. ale....wiadomo musi być "ale". kilka czynników jakie mają decydujące znaczenie. jako, że mając hodowlę ma się kilka psów czy suczek pod uwagę należy brać warunki jakie mogę takim psom zapewnić. u mnie w mieszkaniu - co prawda dużym, ale jednak to mieszkanie, posiadanie trzech suczek tej rasy to jednak chyba wciąż za mało miejsca. poza tym muszę się Wam przyznać do pewnego wykroczenia z mojej strony. nie popieram męczenia zwierząt, dałabym w łeb każdemu, który podnosi choćby rękę na psa nie wspominając o nodze. moje zdanie jest jednak takie, że ta rasa dużo straciła na swoim wzorcu odkąd zakazano kopiowania uszu i cięcia ogonów. ten piękny pies nie wygląda już tak poważnie i majestatycznie ze zwisłymi uszami jak wyglądał z kopiowanymi, ale myślę, że podjęłabym się takiej hodowli gdybym miała dom i spore podwórko. 
trudno. biorę to na klatę i jadę dalej z koksem.
następny w kolejce był:
BOKSER


rodzinny błazen, który jest oddany ale też czujny i bardzo lojalny przyjaciel. wiem co mówię. mam Gaję i miałam Daszę. te psy kochają całym sobą. gdy się cieszą, cieszy się całe ich ciało. cóż ogon...hmmm, zawinięty jak u świni, ale skoro charakter jest zakręcony ogon chyba też musi. jeśli już ktoś postanowił, że on powinien jednak pozostać takim jakim go natura stworzyła - niechaj sobie taki będzie. zniosę to. już sobie wyobrażam te spadające z mebli wazony i zmiatane liście kwiatków kiedy pies przeżywa euforię związaną z powrotem właściciela do domu. cud, miód. uszy, są piękne. nie miałam nigdy boksia z ciętymi więc różnica dla mnie jest to żadna. po doświadczeniach z Gają i Daszą wiem z czym mam do czynienia i wiem jak bardzo te psy pasują do naszej rodzinnej rzeczywistości. kochają całym sercem. gdy cierpią, nie okazują słabości i są piekielnie chorowite.....narażone na nowotwory. nie ma dla żadnego chyba właściciela tej rasy nic bardziej dramatycznego, jak diagnoza, że nie można pomóc i ból bezradności kiedy największy przyjaciel cierpi.
maść - obojętne jaka. kiedyś tylko rude, teraz każde inne. oczywiście poza białymi. one są z góry skazane na wykluczenie z wystaw. we wzorcu kolor ten nie obowiązuje. a jeśli hodowla to i wzorzec i wystawy. wszystko musi być ładnie pięknie.
no i znowu kapitulacja. choć ten pies świetnie też do nas pasuje to jednak nadal duży pies. do tego pełen energii i to do późnych lat. oczywiście jeśli dożyje. każda rasa ma swoje genetycznie brzemię. ta skłonność do nowotworów. straszne to. wiem coś o tym, po tym co przeszłam z Gają, ale nie potrafiłabym się oprzeć. ale skoro wykluczyłam to jedziemy dalej.

GRYFONIK



pocieszne, inteligentne pieski. zabawne. zakochałam się w takim jednym co grał w filmie "nic do stracenia". tam co prawda grało 6 różnych gryfoników, ale już wtedy spodobały mi się bardzo te małe, wesoło usposobione psiaki....malutkie, wystawowe, bardzo reprezentacyjne. dodatkowo antyalergiczne, co jest ważne, bo chłopaki w naszym domu są alergikami, na szczęście nie na psy, wtedy trzeba byłoby dokonać trudnego wyboru i pozbyć się ich z domu - o chłopakach oczywiście mówię, ludzkich. więc psiaki piękne. zniechęciło mnie niestety do nich to, że szukałam odpowiedniego osobnika albo raczej osobniczki od ponad roku. nie dość, że to mało płodna rasa, to w dodatku większość jaka mi się podobała została zarezerwowana zanim jeszcze przyszła na świat, a to co zostało nie bardzo zachwyciło mnie pod względem estetycznym. zaczęłam więc sama zniechęcać się do rasy szukając różnych jej mankamentów. i tak znalazłam kilka. nigdy nie miałam aż tak bardzo "opierzonego" zwierzęcia w domu. co prawda nie sierść a włosy, ale trymować trzeba i według wzorca ta bródka...i wtedy mnie olśniło. przecież jak on zje coś mokrego, albo napije się z tą brodą wody.....i dopadł mnie obraz mężczyzny co ma brodę i pije, a tu mu po wąsach i tej brodzie się leje i zlizuje te resztki z tych wąsów i tę brodę wyciera w najlepszym przypadku chusteczką.......bleeeeeeee, mówię Wam to był chyba najszybszy odwrót mojego pomysłu jaki u samej siebie zaobserwowałam. piękne są i owszem, ale to nie moja bajka.

jako, że zawsze ciągnęło mnie do fafli i krótkich kuf, a nawet brachycefali.....coraz bardziej zastanawiałm się nad rasą w takim właśnie typie i krótkowłosej. i tutaj dylematy....nie lubię zimy, długich spacerów w chłodne wietrzne czy deszczowe wieczory, żeby się pies wybiegał. w moim wieku ;) (co bardziej obiegani pewnie znajdą odpowiedź na tę zagwozdkę) nie chodzi się już po zimnie i nie marznie, a że ze mnie jest straszny zmarźluch, zaczęłam szukać rasy, która jest nieco podobna oczywiście mówię o wymaganiach a nie o wyglądzie, ;) do moich.
myślałam i myślałam, aż wymyśliłam dwie takie rasy. lubią ciepełko, lubią kanapy, kochają swoje rodziny, są śpiochami jak ja i pieszczochami jak.....jakim ja nie jestem. padło na:








 BOSTON TERRIERA




    LUB    ......








BULDOGA FRANCUSKIEGO
bostony, kochane towarzyskie psiaki. charakter jak u boksera. lubie psy,
które chcą się uczyć i pracować i robić fajne sztuczki, bo chcą
zadowolić właściciela i dobrze się z nim bawić i spać razem, łazić razem,
ale pod kocykiem też razem. nie lubią zimna, za gorącem
też nie przepadają, ale kto lubi gorąco. ja też go nie lubię.

buldogi. małe, pokraczne pociechy. pulpeciki na krótkich nóżkach.
 kanapowce i kluseczki kochające właściciela jak nikogo innego. 
w nosie mają długie wędrówki i wyzwania kiedy na dworze zimno i słota.
 nie marzną jeśli nie maja powodu, a jaki mogą mieć ? 
skoro najważniejsza jest pani a pani też nie lubi zimna i deszczu ?
 piękne uszy, błagające oczęta. mordeczka taka, że.........
 by się całuski dawało.....pulpeciki małe.

no.....  ale wiecie jak jest. trzeba wybrać jedną rasę. najważniejsze co miało decydujące znaczenie to:
1.  mała rasa ze względu na to, że mieszkamy w bloku, a nie w domu i nie mamy wypasionego podwórka, choć metraż mieszkania nie należy do najmniejszych.
2. krótka sierść. higiena to podstawa. a my mamy już tyle innych wyczochrańców w domu, że dodatkowe jakieś brody i kłaki nie są mile widziane. odkurzacz i tak błaga o litość każdego kolejnego dnia. do tego inteligencja i podatność na tresurę, chęć do zabaw i wieczny optymizm. to ważne czynniki, jeśli pies ma być moim pomocnikiem w pracy.
3. towarzyskość. to ma być pies rodzinny. wspólny, kochający dzieciaki i znoszący dzielnie inne przypadłości rodzinne, jak koty i świnki lub co tam innego jeszcze wpadnie nam na tymczas. jednak musi też chcieć nam towarzyszyć w każdym czasie. a my jesteśmy dość aktywni kiedy trzeba. oczywiście gdy nie leje i nie ma mrozu poniżej - 10. lubimy spacery, jeździmy nad wodę. wakacje też wchodzą w grę. pies musi więc dobrze znosić i chłodne dni, wtedy kurtka i dla niego i na dwór, ale też i ciepłe, kiedy pojedziemy na plażę. 
4. pod uwagę należało także wziąć, że docelowo nie będzie to jeden pies, ale maksymalna ich liczba nie może przekroczyć 4. wszelkie chrapanie, puszczanie bąków i masowe zianie mogłoby więc nieco zakłócać domowy spokój i względną ciszę nocną i przemieniać je w chaos, hałas i - co tu dużo mówić, niemiłosierny smród. 
5. pisak musi żyć długo i być w miarę zdrowy. nie dlatego, że nie lubimy weterynarza, ani nawet dlatego, że szkoda nam środków na leczenie, ale dlatego, że ciężko jest znosić nam choroby, cierpienie i odchodzenie naszych ukochanych członków rodziny. więc psiak, musi mieć komfort żyjąc z taką rodzinką jak my. a z nami ciężko się mieszka i żyje. ;)

mój wybór padł więc na............trrrrrrrrrrrrrrrr..............
(werble i te inne wypasione dźwięki, przy których szlag nas trafia
 podczas wielkiego oczekiwania na wielkie ogłoszenie)

więc konkurencję wygrywa.................(jeszcze Was nie trafiło ?)

TADAAAAAAM


BOSTON TERRIER !!!!!!


piękny, śmieszny, optymistyczny, zdrowy, rodzinny, 
wytrwały, oddany, inteligentny, mały i słodki

NASZA PRZYGODA HODOWLANA WŁAŚNIE SIĘ ZACZYNA I JAK TO MÓWIĄ 
"WISH ME LUCK AND I HOPE THAT YOU WILL"



(wszystkie zdjęcia z tego posta zostały pobrane z dostępnych w internecie fotografii i nie należą do mnie)