nasze spacery nocą


nie ma to jak brak czasu i brak światła. jedno z drugim chyba idzie w parze, bo jak nie mam czasu za dnia, muszę spacerować z psem nocą. a, że noc zaczyna się jeszcze dość wcześnie  to... postanowiłam jednak tym razem wziąć na te ciemności aparat i zobaczyć nieco innym okiem moje miasto nocą. no może nie dosłownie całe, ale skrawek jaki staram się przemierzać każdego dnia z Megi. niedawno podjęłam wyzwanie zaproponowane przez Dogs' Paths, aby ogarnąć w rok 1500 km i postanowiłam stawić czoła temu wyzwaniu na fejsie i na endomondo oczywiście no bo jakoś przecież kilometry mierzyć i zapisywać trzeba. z nowoczesną technologią jestem za pan brat ;) więc tym chętniej biorę udział w tej zdrowej rywalizacji. ach. nic tak człowieka nie motywuje jak wynik. wynik i swój własny malutki sukces.

mimo braku w moim mieście toru agility czy parku dla psów kombinuje każdego dnia jakie by tutaj atrakcje swojemu psu, a przy okazji i sobie stworzyć.
ludzie w moim mieście którzy mają psy raczej unikają innych psiarzy. zawsze jest jakaś ekipa ze szczeniętami, ale szybko się okazuje, że była ona tymczasowa bo z powodu błędów w socjalizacji i stereotypów jakie tkwią w wydawałoby się świadomych właścicielach ekipa szybko się kurczy. a to jeden według pana "zaczyna przejawiać objawy agresji" a inny "na pewno będzie gryzł i będzie niebezpieczny no bo to taka rasa" kolejny - "nie przychodzę z nim bo wiecie on ma dopiero niecały rok a już waży 40 kilo i nie chcę aby się na waszych psach nauczył gryźć słabszych". uwierzcie uświadamianie takim i rozmowy i tłumaczenie czasem nie ma najmniejszego sensu. i tak zostałyśmy same we dwie więc spacerujemy sobie nocami i oglądamy świat. ten najbliższy oczywiście. muszę przyznać, że choć moje miasto jest małe, nie brak mu uroku. nie brak też różnych możliwości i okazji do ćwiczeń i nauki dla psa. zawsze w tych ciemnościach można schować ulubioną zabawkę, a niech szuka i ćwiczy trochę węch. wszak nie samą nauką komend i sztuczek człowiek i pies żyją. spacery nocą mają swój urok. pies uczy się spacerować i czuć pewnie nocą w towarzystwie swojego "pana". jest dużo spokojniej. jest cicho. można usłyszeć dźwięki których za dnia nie sposób nawet wyszukać w tym zgiełku, a dźwięki dnia stają się jedynie echem w nocy. w tej samotności odnajdywanie samej siebie chyba idzie mi lepiej niż za dnia kiedy tempo jest takie, że pod koniec zmiany już prawie nie jestem w stanie ogarnąć jaki właściwie mamy rok i czy na pewno ja to ja. 
a nocą... nocą wszystko staje się ciche, proste i przyjemne. można poukładać myśli, ale też cieszyć się tym czym za dnia cieszyć się nie da. cieszyć się chwilą - tu i teraz. 
uwielbiamy obie nocne wojaże. widoki pustych ulic i aż żal mi tych ludzi którzy siedzą tam w domach przed telewizorami, przed komputerami. zajęci życiem, egzystencją. a tutaj chwila się zatrzymuje. za oknem. kilkaset metrów dalej. 


a potem z głową pełną pomysłów i ciszy można wracać do domu. na ciepłą herbatę i jakiś smaczek przed snem. życie zwalnia na chwilę. mam wrażenie po takim spacerze, że noc trwa dwa razy dłużej i mogę się w końcu wyspać. oczywiście to nie prawda. to tylko złudzenie bo zwykle po takich wypadach spać idę długo po północy, ale to powietrze, ten czas dla siebie i to zwolnione tempo dają wrażenie, że można jednak nie zwariować.
wystarczy tylko znaleźć maleńką chwilę późnym wieczorem i wierzcie może być naprawdę przyjemnie........








"taaaakkkkkk!!! już wracamy Migotka. zaczekaj chwilę. wyśpisz się na pewno. w końcu chociaż ty jedna nie musisz wstawać rano i iść do pracy..."
miłego wieczora i spokojnej nocy :)