nigdy nie będę miał/a psa...

na starcie muszę napisać, że ten wpis jest dla ludzi którzy nie mają problemów emocjonalnych, nie używają przemocy w walce z własną bezradnością oraz nie zachowują się irracjonalnie pod wpływem emocji względem żadnych zwierząt i ludzi. nie stosują przemocy aby sobie ulżyć i mają szacunek do istot żywych ale i do martwej natury.
"nigdy nie będę miał/a psa" takie słowa często pojawiają się kiedy rozmawiam w towarzystwie o psach, ze strony osoby trzeciej, albo ze strony osoby z którą prowadzę dyskurs. i muszę się wam przyznać, że w tym samym momencie trafia mnie natychmiast szlag. słowa "nigdy nie będę miał czy miała psa" działają na mnie jak płachta na byka. właściwie sama nie wiem dlaczego. od razu myślę o takich ludziach, że bardzo są ograniczeni. właściwie szkoda mi ich w tym samym momencie. albo nie chcą nawet się dowiedzieć jak to jest mieć psa, albo są zbyt zamknięci na nowe doświadczenia. z resztą zawsze wtedy dociera do mnie jak mało mój rozmówca może mieć mi do zaoferowania w tej rozmowie. uważam, że takie twierdzenie jak wspomniane w tytule stawia osobę jaka je wypowiada na dla mnie z góry przegranej pozycji. i tylko jedno kołacze mi się po głowie. tłumaczyć? dopytywać dlaczego? warto stracić czas na rozmowę z taką osobą? czy może lepiej od razu dać sobie spokój bo grunt do siania zamarznięty i raczej na ten ugór siać nie warto? 
przypomina mi się jednak jedna z moich sąsiadek sprzed x-lat, a z pewnością sprzed 20 kiedy to ja miałam swojego pierwszego psa, a ona zarzekała się, że nigdy psa mieć nie będzie. u niej czynnik strachu zadecydował. została jako dziecko zaatakowana przez podwórkowego kundla wiejskiego więc zamknęła się na to stworzenie w swym lęku.  jednak po latach jedna z jej córek zakochana w zwierzętach ściągnęła dnia pewnego do domu właśnie psa. skracając historia skończyła się tym, że sąsiadka nie tylko nie rezygnowała już z przejazdu windą kiedy widziała mnie w środku z psem mimo, ale używała względem swojego psa, albo raczej psa swojej córki tak miłosnych i szczebiotliwych zdrobnień, że do dzisiaj nie potrafię ich wymówić. chyba ona najbardziej w całym domu kochała tego psa, a on odwzajemniał jej to z całą pewnością. no w każdym razie metamorfoza była nawet dla mnie nie do ogarnięcia.
nie będę się więc zagłębiać w temat jakie są powody, że laik mi mówi, że psa miał nie będzie. każdy ma swoje powody. nie będę się nawet zagłębiać w to czy warto tłumaczyć i przekonywać, że pies to nie zwierze ziejące ogniem i zjadające owieczki, lub takie któremu trzeba składać ofiary z ludzi. owszem mają swoje złe dni i nawyki o czym pisałam już kiedyś tu, ale dzisiaj spróbuję przybliżyć plusy, aspekty dodatnie, przyjemności oraz radość jaką niesie ze sobą posiadanie psa.....a najlepiej dwóch ;)   zacznę od bardziej racjonalnych kończąc bardziej emocjonalnie.

1. czynnik dodany. zdrowie człowieków - właścicieli, ale uwaga - pod warunkiem, że to oni z psem wychodzą na spacery, 
na początku wiem...myślicie ale mi radość. wychodzenie ze szczeniakiem średnio co 2 godziny w tym co najmniej dwa razy w nocy nie jest perspektywą wesołą. jednak należy wziąć pod uwagę fakt, że szczeniak szybko rośnie. a jeśli weźmiemy delikwenta który ma skończone 2 miesiące to tylko dwa, góra 3 miesiące nasze wyjścia będą musiały być tak częste. dlatego lepiej radzę mniej doświadczonym brać psa na wiosnę albo latem a nie zimą. wtedy pies się zaczyna budzić, a my go hop pod pachę i już jesteśmy na zewnątrz. nie trzeba ubierać stosu ciuchów i wielkich ciepłych buciorów - same plusy. a jeśli mieszkamy wyżej no to sama przyjemność. ćwiczenia wchodzenia po schodach ujędrniają pośladki i świetnie działają na serce więc sami widzicie - samo zdrowie. sądzę, że niejeden lekarz powinien pisać terapię wychodzenia z psem jako dodatkowy "lek". na początku nie trzeba za bardzo przecież się pocić. młody pies nie potrzebuje wiele ruchu aby się zmęczyć. więc i my zaczynami spokojnie i powoli przyzwyczajać się do tego wysiłku. a jeśli mamy dzieci to i je uczymy obowiązków i też utrzymujemy w zdrowiu motywując do ruchu. ile radości jest natomiast na spacerze ze szczeniaka co robi z siebie na każdym kroku błazna... to wiedzą tylko właściciele psów.
2. domowe obserwatorium i mniej czasu z urządzeniami elektronicznymi. świetna nauka organizacji. dzisiejszy świat to głownie internet, facebook czy inne społecznościówki. a to tu, a to tam zaglądnąć trzeba a nawet wypada. owszem czytać, uczyć się, dowiadywać tak, ale zaglądać na tablice koleżanek czy kolegów żeby podnieść sobie ciśnienie z zazdrości i pielęgnować żal do losu, że mamy gorzej? po co? lepiej liczyć na własną kreatywność. lepiej w tym czasie iść na spacer z psem albo mając szczeniaka nie ma nic prostszego i jednocześnie przyjemniejszego jak położyć się na podłodze i po prostu dać się mu polubić. przybiega delikwent, cieszy się, skacze, liże nas po każdej części do której język może się przykleić łaskocząc nas do tego niemiłosiernie. niemal przypominają nam się lata dzieciństwa, ta radość i łaskotki. najprostsze, najbardziej prymitywne uczucie radości i szczęścia. a jeśli do tego zaczniemy wydawać różne dziwne dźwięki, a psiak zacznie wykonywać dziwne miny to już nie pozostaje nam nic innego jak tylko pęknąć ze śmiechu. i znowu korzyść obopólna. psiak się socjalizuje. za jakiś czas żaden ludź nie będzie dla niego już kosmitą. więź się umacnia. my uczymy się psa a pies nas. a do tego możemy jeszcze go czegoś nauczyć prawie zupełnie niechcący. a już na pewno możemy wtedy zacząć ćwiczyć cierpliwość i nagradzanie smaczkami. zdziwicie się. pies będzie na was bardziej skupiony niż wasze własne dziecko kiedykolwiek było. i już czujecie się ważni, dumni i doceniani. widzicie - pies to nic innego jak budowanie własnego poczucia wartości i pewności siebie.
3. nigdy nie będziecie mieli tyle wiedzy o składnikach i dodatkach do żywności ile będziecie mieć teraz. studiowanie etykiet jedzenia psiego, tego co jak i na co wpływa, jakie są plusy a jakie minusy pewnych składników. kiedy dawać to a kiedy tamto....hmm, może nawet wtedy będziecie robić i gotować bardziej świadomie dla siebie? a jeśli jeszcze do tego zdecydujecie się na barfa....hm, hm, hm wtedy dopiero człek się orientuje co to antrykot, co to porcja, jak wygląda karkówka a jak kaczy żołądek, co to żwacz oraz jak pyszna bywa zupa zwana ogonową i to, że ona naprawdę jest z ogonów ;). dowiecie się dlaczego warto jeść warzywa i że nie zawsze muszą one być rozgotowane na mamałygę która zwykle śmierdzi i rozpada się na talerzu.
4. dzieci, no muszę wspomnieć o nich. jeśli je macie zdziwicie się jak one szybko zżyją się z czworonożnym pobratymcem.
jak będą naśladować psa i jak będą go rozpieszczać choć wiedzą, że nie karmi się psa pod stołem. zdziwi was jak dzieci łatwo wchodzą w relacje z psami i jak łatwo te dwa różne gatunki niemal instynktownie umieją się porozumiewać. dzieci mają w sobie tę lekkość nawiązywania kontaktów. są spontaniczne i naśladują psy, a często i psy naśladują zachowania dzieci. już samo obserwowanie tych relacji i zależności daje niesamowitą frajdę , a jeśli zaufamy psu i dziecku, że same się dogadają mamy gotowy przepis na najbezpieczniejszego przyjaciela naszego dziecka na długie lata. wiernego i oddanego jak żaden kolega czy koleżanka. bez nałogów, klnięcia i złego towarzystwa. a że się czasem gdzieś razem powłóczą... jeśli pies umie i wie jak obronić dziecko, mamy psiacielaa oraz bodyguarda w jednym. przyjaźń na lata i nauka szacunku. nie mam wielu takich zdjęć swoich dzieci z psami, ale zawsze namawiam swoich klientów którzy mają akurat młodego psa i dziecko aby robili im wspólne zdjęcia. nie aranżowane, ale spontaniczne, gdy ci bawią się czy biegają na spacerze, albo śpią.
to są dla tych dzieci wspomnienia na lata i na długo po tym jak pies niestety będzie nas musiał opuścić. to ważne, bo takiego przyjaciela nasze dziecko, które z nim się wychowywało będzie wspominać przez długie lata i zawsze już będzie mieć go w pamięci tak jak ja mam swojego już po niemal 20 latach odkąd Kory nie ma ze mną.
5. i dla dorosłych się coś znajdzie. szlag cię trafia? masz chandrę? szef wkurza cię częściej niż rząd. nie ma problemu możesz się wygadać do psa. możesz mu powiedzieć jak masz q... wszystkiego dość i że nie masz już sił. możesz płakać gdy patrzy tylko on. możesz wznieść toast i być pewnym, że nie pijesz do lustra. możesz być nawet pewien, że nie pijesz sam (i już masz wymówkę) bo on  grzecznie wysłucha wszystkiego i uwierz - nikomu nic nie powie. wielka zaleta. ale możesz zwyczajnie co osobiście uwielbiam - najbardziej zwyczajnie sobie pomilczeć z nim. w końcu cisza, ulubiona muzyka w tle i niczego już nie musisz tłumaczyć, ani mówić. nie musisz tej pustej ciszy wypełniać słowami których i tak często nikt nie chce słuchać. możesz po prostu milczeć i nie być z tym wszystkim sam. to jest piękne, uwierzcie.
6. centralne miejscowe podgrzewanie. oczywiście wiele zależy od wielkości psa. jeśli macie małego psa, stosujecie grzanie miejscowe, chyba, że to kilka psów no to miejscowe wielokrotnie złożone. jeśli to duży pies może być całościowa usługa. all inclusive and all for free. czyż może być piękniej. a jeśli jesteście raczej zimnolubni cóż, może jakiś inny członek rodziny doceni ów atut. ja cenię go ze wszechmiar bo jestem zmarzluchem. mój pies także, więc to korzyść znowu.....obopólna.
 
 
 



jak widzicie z psem można wszystko. choć czasem przyznam wam jak oglądam program w którym gość skacze na spadochronie z psem w torbie zawieszonej na swojej klatce piersiowej to się zastanawiam jak to jest, że ryzyko zawału jest u psów na tak niskim poziomie, bo widząc minę tego biedaka zastanawiam się dlaczego on jeszcze nie zostawi takiego pana. ale to przecież kolejny dowód na bezwzględną miłość, oddanie, poświęcenie i wierność. 


wniosek sam się nasuwa. myślę sobie jednak, że jeśli miałabym kogokolwiek namówić, zmusić albo wręcz przekonać do psa, byłaby to moja osobista porażka. dlaczego? a no dlatego, że jeśli ktoś nie miał psa nigdy i ma jakiekolwiek wątpliwości lepiej aby nie dostąpił zaszczytu posiadania psa. w tych słowach nie ma przekory. dość już mam oglądania obrazków skrzywdzonych, pobitych, zlęknionych oczu. dość widziałam na forach i facebooku skrzywdzonych psów przez tych co to tak strasznie chcieli psa. wątpliwości zawsze są. mają je nawet zagorzali psiarze jak ja. mimo, że wiem co to pies i raczej chyba mimo wszystko znam już małą odrobinkę ten gatunek to zawsze kiedy biorę nowego psa do domu mam wątpliwości. dotyczą rasy, dotyczą tego, czy nie będzie obciążeń genetycznych. dotyczą różnych i wielu rzeczy związanych z psem i ze mną. czy znajdę miejsce dla kolejnego psa? czy znajdę czas? czy jeśli zdarzy się coś nieprzewidzianego, jak utrata pracy, albo choroba podołam? ja i mój pies? czy sprawię, że istota za którą jestem odpowiedzialna będzie ze mną szczęśliwa? czy on z nami a my z nim będziemy mieć tę nierozerwalną więź? każdy może mieć wątpliwości, ale nie można czuć się zmuszonym czy namówionym. bo kiedy już ulegniemy tym pięknym oczom i szczerej, czystej duszy to uwierzcie....świat już nigdy nie będzie taki nudny i monotematyczny jak dotąd. teraz już zawsze będzie wesoły, pełen uśmiechów, żartów, przytulań, ale też ciągłych testów cierpliwości, nauki samego siebie a przede wszystkim nowego nieznanego dotąd świata jaki otworzy przed Wami ta nowa istota innego gatunku i zechce Wam dać wskazówki abyście mogli pękać z dumy z samych siebie kiedy odkryjecie, że udało Wam się zrozumieć czego ta istota od Was chce. jeszcze większa duma Was ogarnie jeśli się okażę po kilku próbach, że i ona Was rozumie i robi to o co ją prosicie. a nagrodą jest radość psa z tego, że udało mu się nas zadowolić. czyż istnieje lepsza nagroda? nie. 
wspólne, wesołe spacery
 



posiłki w swoim towarzystwie
wspólne rozwiązywanie problemów i dzielenie smutków
wspólne wyjazdy
wymarzone wakacje nad morzem też wspólne
jedno jest pewne i stałe i daję Wam gwarancję, że się nie zmieni. już nigdy nie będziecie się nudzić.
ja tam uwielbiam ten stan. psy mają więcej zalet niż wad, a nawet jeśli myślicie, że jest inaczej to zalety zdecydowanie przebijają wady. ilość uśmiechów, radosnych chwil, błazeńskich wyskoków a także często śmiechów z samych siebie jest nie do przecenienia. pies uczy dystansu do siebie i do otaczającego nas świata. a teraz wybaczcie, ale Megi uprasza się już abyśmy w końcu poszły spać do mojego łóżka w sypialni ;)
(wszystkie zdjęcia za wyjątkiem tego oto oraz tego gdzie moja córka śpi z Hashi
 nie należą do mnie i zostały zapożyczone z neta)