poligon noworoczny


widzę wszędzie info jak to straszny okres zbliża się dla naszych psów. straszą i warczą. a to, że zakaz strzelania powinni wprowadzić, a to karzą czipować, oklejać i obwieszać psy wszystkimi możliwymi identyfikacyjnymi znaczkami w razie wypadku. bo może uciec w panice, bo zginąć, bo na pewno czyha na niego jakiś bucior z petardą w ręce, więc postanowiłam dzisiaj mój wpis zamienić w poradnik dla tych co nie wiedzą jakie niuanse mają znaczenie dla naszych psów w tę magiczną noc. noc w którą ludzie się imprezują a psy i koty zawału dostają. 


dla tych co jeszcze mają na tyle mało przerażone psiaki, aby cała sprawa była odwracalna, bądź przebiegła bez zakłóceń. dla tych co chcą aby ich pies nigdy nie miał lęków i zawału w ten szczęśliwy okres roku. nie oszukujmy się, to nie jest jedna noc. wystrzały i batalie zaokienne odbywać będą się jeszcze co najmniej przez tydzień po 1 stycznia, a radzić sobie jakoś trzeba przecież. przyjmijmy jednak, że będę pisać o sytuacji psów, bo kotom częściej udaje się po prostu olać system, w tym nas samych. psom jest niestety trochę trudniej, a to dlatego, że jesteśmy dla nich całym światem i poniekąd oglądają się na nas mocno. aby jednak zgłębić tajniki mocy nocy noworocznej odbiegnę nieco od tematu, aby bardziej zobrazować co dzieje się w głowie psa i pomóc Wam - człowiekom zrozumieć mechanizm działania sekretnego strachu psów w tę jakże dla nas piękną i pełną postanowień bez konsekwencji noc.
kiedy pies zostaje w domu sam i postanawia coś nabroić, a to zrzuci doniczkę na podłogę, a to zwali coś ze stołu pociągając za obrus jak sądzicie dlaczego nie zostawi tego w spokoju i nie trzęsie się gdzieś schowany do naszego powrotu? zamiast tego mamy szczęśliwe oczęta witające nas w drzwiach pełne oczekiwania i aprobaty z naszej strony za pięknie przemeblowany pokój. przecież człowieki lubią zmiany i przemeblowania nie ? a no powiem Wam w prostych słowach dlaczego tak jest. a no dlatego, że podczas upadku owego przedmiotu nie było Was na miejscu zbrodni. 

nie ma go kto opierniczyć, zareagować z krzykiem, machać bezwładnie kończynami do niego. po prostu nie ma kto zareagować.
a inny przypadek, kiedy Wam wypada coś z ręki i upada z trzaskiem na podłogę? rozlewa się, a zawartość rozbitego opakowania sprawia, że przynajmniej do połowy szafek mamy malutki melanż kolorystyczny? jak zachowuje się pies? a co ważniejsze jak zachowujecie się Wy? oczywiście klnięcie pod nosem jest w tym momencie zupełnie normalną reakcją, łatwą przez psa do przewidzenia w takich sytuacjach. jeśli jednak jesteście normalni psychicznie, a zakładam, że tak właśnie jest, bo macie psy lub/i koty no i czytacie tego bloga więc psimi tematami się choć trochę interesujecie wtedy skupiacie się bardziej na tym czego dokonaliście niż na psie, który znajdował się w tym samym pomieszczeniu i przestraszony hałasem wpadł w panikę i wybiegł przerażony z kuchni czy miejsca zbrodni. jednak podkreślam, nadal zajmujecie się miejscem swojej zbrodni i raczej nie macie uwagi skupionej na psie. po chwili miejsce operacyjne posprzątane, ład i porządek przywrócony, a Wy albo wybiegacie z okrzykiem "szlag już jestem spóźniona/y" - cóż "shit happens", albo zupełnie nie zwracacie uwagi na to, co dzieje się w tym momencie z psem, a może właśnie powinniście? co Wy na to jeśli Wam powiem, że ten upadający na podłogę słoik jest dokładnie taki jak wystrzał fajerwerka? spada coś ze stołu, nagle, niespodziewanie, jest trzask i lekkie trzęsienie ziemi, ale jesteście zbyt zajęci aby dostrzec na czym widz polega.

włączam więc slow motion i przedstawiam oto jak dla psa sytuacja wygląda....
śpi, leży, nie spodziewa się i nagle coś ląduje na podłodze
do tego jest wibracja, a płyn czy coś lepkiego trafia się i jemu na sierść... pies zrywa się na równe nogi i bywa, że dostaje takiego spida, że biegnie nawet w miejscu dopóki nie rozgrzeje "opon" i nie złapie przyczepności. wybiega z pomieszczenia i znika gdzieś pod stołem czy w innym ciemnym i bezpiecznym zakamarku spanikowany i drżący. jednak człowiek jakoś nie biegnie sprawdzać co się stało biedakowi bo jest zbyt zajęty sprzątaniem, a i często rodzina zbiega się na miejsce zbrodni zupełnie nie przejmując się gdzie jest i co robi pies, skoro już go tam nie ma nikt o nim w tym momencie nie myśli. i to moi kochani jest dla niego zbawienne. zostawiony sam sobie, musi sam się uporać z tym lękiem i paniką jaką właśnie przeżywa. nikt mu nie pomaga, nikt go nie uspokaja, a bywa nawet, że jak się szybko opanuje to może jeszcze uda mu się zlecianego na podłogę przysmaczku uszczknąć końcem języka.
i co my tu mamy? panika, lęk, uspokojenie i nagroda....wszystko dokładnie w takiej kolejności. zwłaszcza uspokojenie i nagroda mają tutaj znaczenie. i pies dokonał tego sam, zupełnie sam. bez pomocy, wsparcia, poklepywania, czułych słów...

rozumiecie chyba mój przekaz? nie chodzi o to, aby nagradzać psa za nie banie się petard jeśli on się ich naprawdę boi. nie ma tam spokoju, nie powinno być i nagrody. nie nagradzamy przecież psa za lęk, ale też nie głaskamy wtedy, nie klepiemy i nie pocieszamy. nasza uwaga też jest częścią nagrody. otrzymamy wtedy strachliwą ciamajdę, a przecież tego nikt nie chce.
w swoim życiu miałam już kilka psów i żaden z nich nie był noworocznym zombie. choć my ludzie robimy wszystko aby nasze psy się bały zupełnie nieświadomie. a potem już nawet świadomie utwierdzamy je w przekonaniu, że należy się bać. 

otóż jeden: - nie zachowujemy się jak zwykle. zapraszamy głośnych gości, gramy ulubioną muzę głośniej niż zwykle, śmiejemy się, tańczymy. pies myśli - "powaliło towarzystwo. nie można mieć spokoju bo nagle sobie przypomnieli, że socjal to nie tylko , ale i normalne spotkania face to face". więc mamy sytuację niecodzienną.
dwa - weseli, pijani ludzie zwykle są nieprzewidywalni, a na dodatek właśnie w tę noc zachowują się jakby chcieli rozdawać uściski i buziaki nawet najbardziej dotychczas śmierdzącemu dla nich psu. co on sobie wtedy myśli ? - "martwić się już, czy dopiero w momencie jak zaczną szczekać?"
trzy - nagle robią się hojni w obdarowywaniu zawartości salaterek i innych szkieł wieczorowych. nieprawdopodobne - jak nigdy, ale spanikowany już lekko pies korzysta, bo nie można zmarnować takiej sytuacji. uwaga psa już jest stokrotnie podniesiona do stukrotnej potęgi, a czujność wyostrzona ze względu na brak koordynacji ruchowej co poniektórych osobników, co wpaść znienacka na psa mogą. wszystko w wielkim hałasie i nagle......
cztery - "pierwsza saletra, asfaltu wybuchy" - jak śpiewa klasyk, i pies ląduje pod stołem skołowany skąd to ów dźwięk się wydobył i co się dzieje? tego już dla niego za wiele.

goście postanawiają delikwenta wesprzeć widząc, że ten w panikę popada coraz bardziej. nietrzeźwi, głośni i nachalni, a jeszcze do  tego wszyscy na raz. pies panikuje jeszcze bardziej, a do tego jeszcze przybiega pancia i zamiast psa odseparować od towarzystwa i zostawić samego, aby się biedak wyciszył i uspokoił, bierze go i głaska i na rączki i całuski i jęczy do niego w jakiś nieprawdopodobnie zaniżony sposób jakby ktoś ją za podgardle ściskał.  mówi mu jeszcze dobry piesek, grzeczny, nie bój się, nic się złego nie dzieje przecież. 

a wiecie jak to działa na ludzi kiedy słyszycie że nic się nie dzieje i nie bój się? nagle zaczynacie się zastanawiać - "a czy powinienem?" oczywiście pies nie rozumie tych słów, ale takie zachowanie nie jest codzienne, sytuacja nie jest codzienna, a dodatkowo głaszcząc psa, dotykając i próbując uspokajać wywołujecie efekt odwrotny. kulminacja ma miejsce właśnie wtedy kiedy zazwyczaj zaczynają się salwy, a przy okazji wrzaski, piski i okrzyki 


nie daj losie aby jeszcze to było wspólne podwórko, na którym pies nie ma się gdzie schować, gdzie uciec, a pan postanawia zafundować nam pokaz swoich możliwości pirotechnicznych i .....


no to wtedy już raj dla nas, a piekło dla psa. i mamy gotowy schemat w psiej głowie. nawet jeśli to jakoś ucichnie i wydaje nam się, ze pies żyje, następnego dnia wszystko zaczyna mu się przypominać wraz z pierwszym wystrzałem. i znowu patrzymy na psa, a on na nas z wielkim pytajnikiem nad głową....




...i znowu dzieje się cud naszej głupoty, zaczynamy uspokajać znowu psa. robić dokładnie to, co robiliśmy poprzedniego dnia. no to pies myśli - "cholera znowu się zaczyna" i schemat zaczyna funkcjonować.




żaden z moich psów poza pierwszym, który był i na tym polu królikiem doświadczalnym dla niedoświadczonej wtedy jeszcze psiary, nigdy nie bał się w naszym domu Sylwestra, ani żadnej innej strzeleckiej imprezy. nie dlatego, że to psy myśliwskie i muszą dzielnie znosić takie klimaty, ale dlatego, że nauczyłam się jak postępować, aby nie wpędzić psa w złe skojarzenia i lęki. sposób jest prosty. olać, olać i jeszcze raz olać. ja cały dzień, a nawet już kilka dni przed sądnym dniem, kiedy już poligon się zagrzewa do walki obserwuje psy. tylko tyle i aż tyle. obserwuje je na spacerach gdy w oddali już coś strzela. gdy słyszą dźwięki i oglądają się na mnie ja zwyczajnie nie reaguję. nie mówię nic do nich, nie głaszczę. idę sobie dalej zachowując się bez zmian. idę i udaję, że sama nie słyszałam niczego. w domu gdy za balkonem coś wystrzeli a pies biegnie do okna czy szczeka, olewizm. uspokajam psa tylko słowami "spokój", żeby się uciszył, ale nadal udaję głuchotę na to co za oknem i czynię co czyniłam przed zdarzeniem.
w dniu owych egzekucji wirtualnych nie podniecam zbytnio psów wcześniej niczym. rano spacer, długi, miły z kijem, z piłką. mimo wystrzałów w oddali skojarzenia jak najbardziej pozytywne no bo przecież "ukochana pancia na spacerku piłkę rzuca. nic to, że jakieś tam bandziory grasują i hałasują skoro tu zabawa przednia". późnym popołudniem muza już dobrze daje czadu. psy oczywiście pobudzone, bo jakieś dobre żarcie spada niechcący z blatu na podłogę, "ach co za piękny dzień, ten strzelecki konkurs daje nam dużo bonusów w tym dniu. co za wakacje, niemal jak dzień chwały" - tak myślą moje psy.
ja jednak pozostaję niewzruszona i mówię do psów tylko gdy daję im coś dobrego i nie widzę krzty przejęcia u nich tym co za oknem, a jedynie przejęcie tym co na talerzach człowieków znaleźć się ma.
moje psy są takie happy, że ten dzień jest taki wspaniały. i niemal one stają się głuche na te zaokienne wybuchy. wychodzę z nimi wieczorem na smyczy kiedy do kulminacji noworocznej radości jeszcze kilku godzin brakuje. już żadnego nie puszczam wolno, chyba, że między blokami w ciasnej przestrzeni gdzie nikomu nie przyjdzie wystrzelić petardy, co by samemu od własnej broni w dupę nie dostać. siku, ewentualnie coś jeszcze i do domku. spokój zachowany, smaczek kolejny rozdany. około 22 moje psy już trupem się ścielą - "jakiż to był emocjonujący i pełen pyszności dzień premii i bonusów".
ja siedzę z towarzystwem które wie, że na moje psy nie należy zwracać w tym dniu jakoś szczególnie uwagi. ludzi szkolić trzeba na tę okoliczność osobno. psy śpią w klatkach, albo na dywanie. jeśli jednak jakiś wpadnie w panikę to tylko dlatego, że nagle się okazuje, że człowieki poszły sobie na balkon z jakąś wałówką i postanowiły pozostawić imprezowiczów czworonożnych zamkniętych w domu samych odcinając im kontakt od jedzenia. jednak po kilku całusach w szybę jeśli nikt nań uwagi nie zwraca, idą z powrotem do klatek ewentualnie po drodze przeciągając się i puszczając bąka, któremu się same chwilę dziwią, ale zaraz oczywiście przypomina im się jaka wspaniała była dzisiaj wyżerka, a przed nią spacer, także nawet bąk wydaje im się wonnym wspomnieniem wspaniałych chwil mijającej powoli nocy.
a czy to był ten jeden dzień w roku czy aby zdarzy się takich więcej nie ma dla nich znaczenia. przecież był wspaniały.
tak oto można budować u psów fajne skojarzenia z tymi najsłynniejszymi imieninami w roku. uwierzcie to jest możliwe. wychowałam tak już 5 psów i żaden z nich nie bał się petard, burzy i grzmotów.
żelazne zasady to tego dnia unikać debili na ulicy gdy idziemy na spacer z psem w tym dniu, obserwować, a w momentach lęku i pytajników w oczach naszego psa zwyczajnie olać. olać i dać psu samemu zmierzyć się z tymi demonami. pozwolić zrozumieć swój strach i sprawić, aby pies sam wpadł na to iż jest on nieuzasadniony. uda Wam się, tylko nie bądźcie nadgorliwi w tym dniu dla swoich psiaków.

ja życzę Wam wszystkiego co najlepsze w nowym roku. spełnienia marzeń, spokoju w duszach Waszych psów i wielu wspaniałych chwil razem z nimi spędzonych w nadchodzącym 2016-tym.
ZDROWIA!!! I DO DNA!!! ZA LEPSZY, NOWY ROK!!!
wszystkie obrazki zostały zapożyczone z przeglądarki Google