di aj łaj (DIY) czyli zrób to sam

jakiś czas temu już, obiecałam sobie, że zrobię swoim psom porządny wieszak na smycze, obroże oraz inne wynalazki psie. potem wróciłam do tego tematu przy okazji projektu 62 o którym więcej tutaj. i udało się. uważam, że wykonałam kawał dobrej roboty ;)
prace odręczne że tak powiem, nie zajęły mi więcej niż dwa dni. niestety zbieractwo gadżetów koniecznych do wykonania owych wieszaków trochę mi zajęło, bo musiałam się oszukać i zastanawiałam się czego i w jakiej kolejności użyć ;)
i.....udało się. ale po kolei. podstawą do wykonania ozdóbek wieszakowych okazały się dwa serduszka drewniane, które jakiś dawny i odległy czas temu dostałam na walentynki od mojej mamy.
no za cholerę nie miałam na nie pomysłu więc leżały na strychu bo stajlem nie pasowały mi do niczego w mieszkaniu. w końcu wpadłam na pomysł wykorzystania ich jako ozdóbki i chyba się udało. choć pewnie perfekcyjnie nie jest, ale nic tak nie cieszy jak własny hand made ;)
koszt niewielki. uchwyty do firanek jakieś 9,90 za oba, rzeczone serduszka od mamusi - for free :), dwie kartki grubszego papieru - "pożyczyłam" z pracy. drewniana deska do wycięcia szablonów - hmm, nie wiem, mam ją od lat i czasem korzystam. nożyk do tapet też mam od lat. wzorniki ściągnęłam jakieś obrazki z neta spoiłam w całość w programie do obróbki obrazów. czarny, matowy szprej jakieś 12 zł. sami więc widzicie, że wiele mnie to nie kosztowało...przynajmniej nie kasy. bo jako, że nie należę do cierpliwych to koszt nerwów przy wycinaniu wzorników tak aby były w miarę równe był wielki. plecy mnie bolały, zadek ścierpł mi zupełnie jakby trzymał kciuki i kilka razy musiałam dać odpocząć dłoniom bo myślałam, że szlag mnie trafi. a szkoda by było gdyby pod koniec wycinania ręką mi się poślizgnęła była bo wtedy szlag by mnie trafił podwójny i chyba by wszystko spełzło na niczym, bo pewnie elementy wyleciałyby przez balkon. :)
najpierw wycinałam szabloniki .......sialala, żeby się nie rozczulać za bardzo bo to była najgorsza robota, ale.....myślę sobie jak to wytrwam nic mi już straszne nie będzie. szablony przykleiłam za pomocą kleju biurowego w sztyfcie do serduszek (cholera zapomniałam wspomnieć o tym przy okazji kosztów, ale klej był dzieci więc dodatkowych kosztów chwilowych nie było :)). kleiłam powoli ale bardzo dokładnie aby potem mi szprej zacieków nie zrobił... klej biurowy zawsze można zmyć. 
potem na balkon. elegancko zabezpieczyłam karteczkami aby nie zrobić jakiś niepotrzebnych zygzaków, spinaczami na suszarkę do ciuchów i wdech....i jedziemy. malowanie z odpowiedniej odległości czarnym szprejem matowym powtarzałam po 3 razy na każdym z serduszek. ale, żeby nie było lekko uchwyty do firanek znaczy wieszaki na smycze nie były w kolorze czarnym lecz jedynie srebrnym. no błagam nie pasowały mi więc i je trzykrotnie zaszprejowałam wzięłam. ha, w pudełku po butach, co by nie zamalować płytek na balkonie.
kiedy już wszystko zaszprejowane było pięknie przyszła pora na borowanie w ścianie oraz konkretne klejenie. cholera o patexie też zapomniałam wspomnieć. ale to nic, bo nie pamiętam ile kosztował, w każdym razie kupiłam go właśnie specjalnie do tego celu.



po odklejeniu wzorników i zmyciu za pomocą wody resztek kleju z serduszek efekt ukazał się taki. ta dam !!! może nie piorunujący, ale własny. teraz przyszła pora na uruchomienie męża z wiertarką. muszę wspomnieć o nim żeby mi potem nie wygarniał, że "przecież razem żeśmy to zrobili" ;)
no i masz! dopuść "chłopa" odbryzg musiał zrobić w ścianie jak nic. no widać go...widzicie ? na szczęście mieszkanie jest przed malowaniem celem jego odświeżenia więc błąd jest wybaczalny. z resztą ściany też już nie będą czerwone. no bo teraz razem z serduszkami już jest przesyt czerwoności. trzeba więc zmienić kolor przedpokoju ;)
potem w ruch poszedł patex. jako, że serduszka są lekkie i niczym nie będą obciążone uznałam, że szkoda faceta tym wierceniem przeciążać i lepiej będzie po prostu przykleić serduszka do ściany za pomocą kleju.
potem wystarczyło powiesić wszelkie gadżety psie i zrobione...... tutaj wydaje mi się chyba, że słyszę Wasze oklaski i wielkie wow :))
efekt jaki jest widać. może nie jest to perfekcyjne wykonanie idealnego wieszaka na psie gadżety, ale broni się tym, że robiłam takie cudo po raz pierwszy i ma wyglądać jak hand made a nie jak made in china :)
małe serduszko to gadżety Migotki. duże - Shiry i Haszi. widać po obrazkach, co dla bostona a co dla bula - tak na wszelki wypadek gdyby ktoś miał ochotę pomylić wieszaki. wiadomo kto by to mógł być :)
jednak jak widać na obrazku dalej czegoś jeszcze brakuje. a i owszem. przecież serduszka wiszą w powietrzu widzicie to?
a i tutaj jest coś o czym nie wspomniałam. nie wiedziałam bardzo jakie haczyki użyć do "złapania" serduszek i długo myślałam o tym. zamówiłam więc znalezione na allegro aczkolwiek ikeowe wieszaczki, na które pozostało mi czekać niestety. oczywiście resztę wykonałam wcześniej bo wiecie nie ma na co czekać, a to można dodać już na samym końcu. tym czasem reszta już jest i można zacząć używać.
i oto....ta dam. piękne haczyki psie zadki z ikei. prawda, że są odpowiednie i wspaniale wyglądają?uwielbiam takie właśnie fajne pomysły. oryginalne i od razu wiadomo o co chodzi. czyż one nie wyglądają świetnie? niby takie nic a cieszy jak ..... brak mi słowa.

w gruncie rzeczy choć wcześniej o tym nie myślałam to jeszcze one posłużyły mi za dodatkowe haczyki. na jednym wisi Foresto Megi i moje klucze do mieszkania, a na drugim klucze małżonka. w końcu się facet przykładał nie... super sobie to wymyśliłam.... haczyki nawiasem mówiąc też są na patexie przyklejone. trzymają się całkiem w porządku. 

są one dość spore i odstają mocno od ściany, a na tę właśnie ścianę otwierają się drzwi. aby więc chronić moje rękodzieło mężuś musiał jeszcze zainstalować odbojnik do drzwi, ale on nie jest tematem posta więc pomińmy ten zbędny obrazek.
i tak oto po kilku tygodniach od pomysłu do realizacji mam wyczesany wieszak na smycze, obroże i inne gadżety. aaa... jeśli ktoś się zastanawia czy to jest moja torebka to od razu wyjaśniam, że nie. to jest torebka jakaś tam, zupełnie za free zdobyta.o ile się nie mylę to dostałam ją z Oriflame'u. ale ma na sobie motywy pudla więc uznałam, że będzie idealna aby trzymać w niej psie szczotki, piłki i inne tego typu małe zabawki jakie zabieramy ze sobą na spacer z psami.

efekt w ogólnym odbiorze wyszedł zajefajny. co prawda nie miałam jeszcze żadnych gości odkąd go zrealizowałam co by się nim pochwalić i zachwycać, ale najważniejsze, że sama się nim zachwycam. jest funkcjonalny, a wieszaki są na tyle szerokie i odstające od ściany, że już nie spędzam minut na dochodzeniu która smycz jest do której obroży i nic mi się już nie plącze. jednocześnie wieszaki są zakończone tak, że nic się z nich nie zsuwa. pełen zachwyt i czuję się dumna ze swojego dzieła.......





mam plany jeszcze na kilka gadżecików psich i powiem Wam, że choć nie jestem mega kreatywna to czytam tego bloga i nie dość, że jestem nim zachwycona, to tam też znajduję inspiracje i pomysły jak można piękne wnętrze stworzyć. gratuluję pomysłów tej blogerce i oczywiście gorąco pozdrawiam.