życie z psem nie jest łatwe

dzisiaj jako, że pogoda nie najlepsza na spacery, jogging oraz zabawę na zewnątrz, postanowiłam uświadomić tych co tu zaglądają, a nie mają psa jakie trudne bywa życie z psem, zwłaszcza kiedy ma się więcej niż jednego. tak, muszę to napisać -nie jest łatwo.
ja zdecydowałam się na psa bardzo świadomie. bardzo pragnęłam mieć psa kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam psy, ale niestety nie mogłam mieć choćby jednego. chyba najbardziej pragnie człowiek w życiu rzeczy, które mogą nigdy nie nadejść, a czekanie na nie trwa w nieskończoność. na szczęście stało się tak, że doczekałam się na swojego pierwszego psa. dostałam go na urodziny, dokładnie 23 lata temu, ale to historia na kiedy indziej. w każdym razie pierwszy mój pies był prezentem od taty.
mieszańcem w typie owczarka niemieckiego. zdawałam sobie doskonale sprawę z odpowiedzialności za nią, bo była to suczka. samo pojawienie się Kory w domu było mocno wyczekiwane i tak bardzo upragnione. może od zawsze kochałam psy, a może dzięki temu, że tak długo czekałam na tego pierwszego dzisiaj zdając sobie sprawę z tego co tutaj zaraz Wam napisze nadal psa mieć będę i to pewnie nawet nie jednego. myślę jednak, że tak naprawdę nic nie da rozmowa z laikami i tłumaczenie jak to jest mieć psa. w swojej praktyce spotykam się z ludźmi, którzy bardzo chcą mieć psa i pytają mnie o radę co do rasy, na co się mają przygotować, co zakupić, jak postępować w tych pierwszych dniach razem. jednak ile bym im nie naopowiadała i tak nie dam rady powiedzieć im wszystkiego. nawet jeśli by tak było nie na wiele to się zda, bo przecież każdy pies ma swój charakter, a każdy jeden właściciel (tutaj to słowo oznacza osobę odpowiedzialną, świadomą i kochającą swojego psa, a nie zwyrodnialca i sadystę) jest zwariowany na punkcie swojego psa w inny sposób. jednak są stałe elementy obrazka, dzięki którym jestem w stanie z daleka, choćby na ulicy rozpoznać właściciela czworonoga. zaczynam więc wyliczankę co by nie przedłużać za bardzo tego wstępu. 
miłość......kwitnie zakochujemy się w szczeniaku. postanawiamy, że skoro go sobie wybraliśmy za coś, a przeważnie za co sami nie umiemy sobie odpowiedzieć dlaczego właśnie ten, to obiecujemy wszem i wobec, że nasz wybraniec będzie miał wszystko czego tylko inne biedne , zaniedbane i porzucone nie mają. my przecież jesteśmy tymi jedynymi dla niego.
pierwszą rzeczą z jaką musimy się uporać staje się więc dla nas ciągły brak kasy.... kasa idzie przecież na wszelkie u(dog)odnienia . no przede wszystkim nasz pies musi się wyróżniać. kupujemy smycze, szelki, obroże, derki, ochraniacze na stopy......bajerów co nie miara. ale zaraz zaraz ci co bardziej wtajemniczeni jak ja - i przyznaję się bez bicia nabywają te gadżety na specjalne zamówienie. no wzór musi być orginalny. przez nas wybrany specjalnie dla naszego psa.


no jeśli mamy do czynienia z bardziej normalnym właścicielem psa to na tym poprzestanie biedaczek. tylko czy bardziej normalnym czy raczej bardziej ubogim. pytanie nie jest bez sensu. nie znam chyba normalnego miłośnika psa, który umiałby zachować zdrowy rozsadek w tej dziedzinie. znam za to wielu którzy mocno się zapędzają w swych fetyszach stylistycznych. nie wystarczy im obroża ze specjalnym wzorem, z rozmiarem szytym na miarę ich psa. koniecznie musi się tam znaleźć imię delikwenta, adresówka z danymi właściciela do kontaktu w razie gdyby piesek z rzeczonej smyczy czy obroży szytej na miarę zdołał się jednak uwolnić i uciec hen daleko. 
i tak ci bardziej zakręceni popadają w fanaberię i postanawiają trochę zaszaleć. ja rozumiem kombinezon na zimę dla psów bez podszerstka albo zmarźluchów jak jamnik, bokser czy boston terrier, ale sukienki? spodenki, spinki.....????
błagam. co drugi pies nie wygląda w tym jak pies, ale ludzie skłonni są do antropomorfizacji i czują konieczność ozdabiania piesia ukochanego no bo jak to tak. przecież miłóść musi być widać z daleka.
więc jeśli się wam wydaje, że zachowacie zdrowy rozsądek to znaczy, że ja znam Was lepiej niż wy sami siebie ;) bo z pewnością wkręcicie się w bajerowanie swojego psa tak jak i ja się wkręciłam.
uwierzcie mi jeśli macie psa świadomie nie skończycie na jedej obroży i na jednej smyczy. 
następny aspekt nadal związany jest z naszymi psami kiedy jeszcze nie wyrosły z nich dorosłe psiaki. oczywiście piszę i myślę tutaj o odpowiednim dla nich miejscu jakim jest ich legowisko. taaaak. legowisko jak ludzkie łóżko. istotna sprawa przecież nasz pieseczek musi na czymś spać. kupujemy więc piękne legowiska. a to żeby było miękkie. koniecznie bezpieczne, a może jednak mała budka, bo tam spokój i bezpieczeństwo i warunki jak w nocy. niechaj się piesek wyśpi. 
względy higieniczne też są ważne więc płacimy za zamki i rzepy żeby było łatwiej prać, a potem cieszymy nasze oczy kiedy widzimy jak nasze milusińskie ostrzą sobie zęby na tych elementach. no przecież jakież to pocieszne jak mu się ten suwaczek w pysku majta.....i tak piesek pochłania coś z czego i tak nie korzysta, no bo przecież jest taki kochany i malutki, że śpi z nami w naszym łóżku przynajmniej dopóki nie urośnie sobie troszeczkę. kolejna rzecz przed jaką Was ostrzegam i od razu na wstępie mówię, że choćbyście się zapierali i zaprzeczali i bronili ulegniecie jak wielu przed Wami. 
ulegniecie, bo i ja uległam choć wiem, jakie to ma potem konsekwencje. 
cóż szczenięta czynią wiele innych strat, które jak nam się wydają na początku są całkiem możliwe do uniknięcia. ale uwaga. to kolejna pułapka i kolejny raz Wam mówię, że jest ona standardem. wpadniecie w nią jak śliwka w kompot. 






a dlaczego? a no dlatego, że jak każdy odpowiedzialny właściciel musicie zarobić na to aby waszemu psu żyło się z Wami wspaniale. wiąże się to oczywiście z chodzeniem do pracy. nieliczni tylko z nas mają to szczęście, że mogą psa zabrać do pracy, a już całkiem wyjątkowi są ci, których miejscem pracy jest dom. to już jest luksus niemalże, kiedy posiada się psa. a skoro idziemy do pracy, to koniecznie musimy zostawić biedactwo nasze czworonożne  w domku. w tych wszystkich luksusach. nadal pokutuje przekonanie, że klatka nawet nie wiadomo jak byłaby wielka to przecież dla tego kochanego psiaka jest jak kara. nic to, że zalecił treser czy zoopsycholog po tym jak naopowiadaliśmy mu ile to już rzeczy nasz piesek zjadł, nadal serce i sumienie nie pozwala nam przyzwyczaić go do klatki i tam zamykać na czas naszej nieobecności. więc idziemy do pracy dziarsko. pełni nadziei, że oto jest właśnie ten dzień kiedy nasz piesek po wysłuchaniu porannego kazania z machaniem rąk i wskazywaniem miejsca w którym to ma grzecznie spać jak nas nie będzie, posłucha, zmądrzeje i już niczego nie zniszczy. i wracamy potem szybko do domku....no przecież czeka biedaczysko, żeby go wyprowadzić na dwór, a tam.......
katastrofa i porażka. i znowu poczucie klęski. przyznajcie będąc właścicielami psa trzeba mieć mocne poczucie humoru, żeby nie zwariować i nie wyrwać sobie włosów z głowy kiedy zastaje się takie obrazki po powrocie do domu. cóż trudno, zaciskamy zęby i bierzemy się za sprzątanie. no mieszkając z psami trzeba być też mocno zaopatrzonym w detergenty oraz różne inne dziwne środki czyszcząco-odkażająco-piorące w tym często także  w szampon dla samych psów.

hmmm. muszę jednak jako kobieta podpowiedzieć coś Paniom.....jeśli tylko macie jakieś niewygodne szpilki, a Wasza ludzka druga połowa mówi wam, że kolejna para do tych pozostałych kilkunastu nie jest wam potrzebna, to już chyba wiecie co należy zrobić ;)

dobra. pora skończyć z tym co na nas czekać może w domu w najlepszym wypadku. teraz czas dogodzić pieskowi. idziemy z nim na spacerek. nowa obroża lśni na jego szyi. smycz z naszywką najbardziej rozchwytywanego producenta w dłoni. już zaopatrzyliśmy się w woreczki na odchody - znaczy psie kupy i w drogę. należy dodać przy tym, że każdy szanujący się właściciel koniecznie musi sprzątać po swoim psie. ja jestem za tym. w końcu też mam dzieci, też jestem estetką i też spłukuję pozostałości ze swojej przemiany materii. uważam więc, że należy sprzątać po swoich psach. inaczej mielibyśmy po kilku tygodniach na osiedlach wielką jedną toaletę, a przecież nie chcemy mieć poczucia, że nasze życie jest gówno warte. więc przełamujemy się i zbieramy te resztki zwane potocznie gównem własnymi rękami do woreczka. idziemy więc na spacerek i dajmy pieskowi nacieszyć się wolnością. tyle się biedaczek sam w domu wysiedział, że aż z tej tęsknoty zdemolował nam połowę mieszkania. no ale przecież to nie jego wina.....no jasne, że nie jego. raczej nasza. zabieramy więc pieseczka poza miasto aby go ze smyczy puścić i dać mu to czego psy potrzebują aby być szczęśliwymi. 
wolność, czas na biegi przełajowe, frywolne podskoki, łapanie frisbee i bieganie za piłeczką. dajemy mu to co kocha najbardziej. czasem obserwując jaką sprawia im to radość mamy nawet wrażenie jakby nasz pies miał coś z innego gatunku.


czasem niczym świnia utapla się w błocie. nie zabraniamy mu oczywiście widząc to i samemu mając radość z tego jaką mu to przyjemność sprawia. wszak wrażliwi i empatyczni ludzie czerpią wielką radość i satysfakcję kiedy mogą innym zapewnić poczucie szczęścia.


jakieś to pocieszne ile radości daje psu błoto i możliwość zażycia kąpieli z nim w roli głównej. swoją drogą ciekawe czy to ludzie skopiowali luksus jakim są błotne kąpiele czy może psy wiedziały to już wcześniej od nas i  tak naprawdę to my się od nich nauczyliśmy co może sprawiać radość i dać poczucie ukojenia i relaksu. ciekawe prawda ?
czasem zachowują się zupełnie jak my ludzie. częściej jak te małe dzieci, bo przecież dorośli nie robią takich rzeczy. a szkoda. bylibyśmy znacznie bardziej szczęśliwi gdybyśmy dali się ponosić swoim radościom i szaleństwu choć raz na jakiś czas.
zamiast tego patrzymy na psy i cieszymy się jak one, jednocześnie zazdroszcząc, że sami sobie na to nie pozwalamy. 

ale nawet po najlepszej zabawie przychodzi czas, żeby się ogarnąć. siebie i psa. ale zaraz on chyba już na to wpadł i właśnie zaczął swój rytuał oczyszczania sierści ze zbędnego błota. cóż pech chciał, że psy lubią przebywać w bliskim towarzystwie swoich właścicieli....
i masz babo placek, albo raczej plamy. teraz pies do kąpieli a my do kompletnej rozbiórki. ciuchy do prania, my pod prysznic. zaraz po naszym psie. przecież nie chcemy aby zrzucił w domu resztę tego co po spacerku na nim zostało. mam tu na myśli piach czy błoto, a nie zgniłą rybę czy zdechłą myszę, w której niczym w perfumach wytarzał się nasz podopieczny po drodze do domku. oj tak i takie prezenciki zapachowe lubią nam nasze psiaki sprawić. kiedy już psiak wykąpany co nie raz wiąże się z treningiem mega cierpliwości i umiejętności chwytania czegoś śliskiego i utrzymania tego w jednym miejscu pora na nas samych. już nie wspomnę, że pies musi mieć swoje ręczniki i swój szampon. jeszcze po takiej kąpieli zanim sami weźmiemy prysznic trzeba będzie ogarnąć łazienkę. jeśli nasz psiak jest krótkowłosy bajka, jeśli zdecydowaliśmy się na sierściucha mamy przechlapane. znamy jednak temat i myślimy sobie - "spoko, teraz umyję wannę, a odkurzę zaraz po tym jak sam się wykąpię. no i podłogi przy okazji powycieram, bo mokry pies mimo, że wytarliśmy go wydawałoby się idealnie na pewno zostawi na panelach mnóstwo śladów swoich łap. ale najpierw prysznic.....kąpiemy się i już myślimy sobie -"ale mu dzisiaj dałem popalić, pewnie śpi. padł jak nic bo miał tyle rozrywek na dzisiejszym spacerze, tyle szaleństwa, takie emocje". już sami myślimy o popołudniowej drzemce w sielance i spokoju. no i tutaj kochani muszę Wam napisać, że chyba nic bardziej mylnego nie może się zdarzyć, bo oto nasz piesek już trochę przesechł i........
 ....należałoby go wyczesać. kolejny aspekt posiadania psa....kłaki, kłaki, kłaki.... wszędzie kłaki. bez względu na to jaką sierść ma nasz pies, kłak to kłak. jedne mają ostre, gładkie kłaki co się wszędzie wbijają i nawet ogromna siła ssąco-ciągnąca naszego turbo odkurzacza nie jest w stanie takiego usunąć. inne puchate. wielkie kulki mega lekkiego puchu, który unosi się przy najmniejszym drganiu powietrza. oczywiście o alergii nie wspomnę nic tutaj, zakładając, że jesteście wolni od alergii na psa. inaczej - biada Wam. no tak. jeszcze tylko jedna czynność Was czeka choć może się wydawać, że będzie ciągnęła się w nieskończoność. czesanie. dobór czegoś godnego uwagi i takiego co będzie w zadowalający sposób pozbawiało waszego psa sierści nie jest wcale taki prosty. trzeba mieć konieczne minimum wiedzy na temat rodzaju, długości i miękkości włosa Waszego psa, aby sprzęt odpowiedni zakupić. a kiedy go już macie to możecie zaczynać. czeszemy więc psa z włosem i pod, drzemy te kłaki jak tylko się da, aby jak najwięcej ich usunąć. trwa to i trwa. zaczynacie się irytować kiedy nagle okazuje się, że kłaków jest już prawie więcej na Was niż na Waszym psie. ale to nic, przecież potem jak skończycie to ogarniecie to. zupełnie tak samo jak po kąpieli.
staracie się więc posprzątać na tyle na ile jest to możliwe. ale to jest jak syzyfowa praca. mając psa musicie być gotowi na to, że kłaki będziecie mieć nawet tam gdzie swoich własnych nie macie. mimo, że garderoba jest w osobnym pokoju, w osobnej szafie i w ogóle nawet jeśli jest w osobnym budynku, ale pies jest Wasz, od razu będzie można poznać, że go macie, nawet jeśli nie będzie go z Wami. po czym? a po obecności kłaków. mimo najszczerszych chęci nigdy nie uda wam się usunąć kłaków do końca. musielibyście całkowicie pozbyć się psa z domu, a i wtedy gwarantuję Wam, że przez najbliższy rok i tak będziecie znajdować kłaki w różnych miejscach Waszego domu i Waszej garderoby.
kiedy już wam tak świetnie poszło i w końcu już uporaliście się z tym całym pospacerowym bajzlem pora coś zjeść. zgłodnieliście co? no cóż Wasz pies też. i tutaj znowu ruina finansowa. jeśli Wasze psie dziecko jest z porządnej rodziny (ma metrykę  i jest czystej krwi rasy na jaką wygląda) no to przecież nie możemy mu dać byle czego do jedzenia. i znowu kłaniają się wiadomości i nauka na temat tego czego najbardziej potrzeba w diecie Waszego psa. hmmm.... brak wypełniaczy, najlepiej bez zbóż....a co jeśli tego nie polubi, a na tamto dostanie uczulenia. taka firma czy owaka. jaki skład białka w stosunku do węglowodanów. cholera co jest najważniejsze? kierować się tym co pies lubi, czy może tym co dla niego najzdrowsze choćby trzeba mu to było wpychać na siłę ?
i znowu te dylematy. a jak już mamy to jedzenie to ile mu dać? a czy to wystarczy. przecie biedaczek nie może żyć jedząc jakieś dziwne kulki przez całe swoje życie. jedzenie powinno być przyjemne. no ale musi być przecież twarde bo o zęby trzeba zadbać. jakoś musi ścierać ten kamień i czyścic zęby więc konsystencja ma znaczenie. czas na popołudniową drzemkę uciekł nam już bezpowrotnie. kolacja prawie gotowa, dla psa - bynamniej nie dla nas przecież. dla nas potem. jak tylko pies zje. ale zaraz, ktoś kiedyś powiedział, że właściciel powinienem jeść przed psem. tak? nie do końca zgadzam się z tą opinią, ale większość laików po przeczytaniu kilku poradników jak postępować z psem przeczyta takie różne bzdurki, aby mieć choć minimum info. wracając jednak do jedzenia mamy jeszcze całą inną gamę możliwości. smaczki, dodatki, fileciki, wędzone świńskie uszy, ogony cielęce, ryjki wieprzowe. do wyboru do koloru. dogadzamy naszemu psu jak tylko umiemy najlepiej, jeśli chodzi o jedzonko. od czasu do czasu przyjdzie nam do głowy pytanie jak to się wszystko w tym psie zmieści.
gdybyśmy mieli zjeść to wszystko co je on chyba byśmy pękli. a już na pewno większość z nas po pierwszych dwóch latach miałaby nadwagę przekraczającą dopuszczalne dla nas BMI co najmniej 2 razy. ale tutaj kult jedzenia jeszcze się nie kończy. wszak ważne jest też to w czym nasz pies będzie jadł. zaręczam wam. w tej kwestii tanio znaczy totalna porażka. przez ostatnie 23 lata odkąd mam psy, a miałam różne rasy. jedne niskie inne wysokie, doświadczyłam podawania psom jedzenia dosłownie we wszystkim od starego garnka z wytartą na dnie emalią do wyszukanej miski ze silikonowymi obręczami antypoślizgowymi.

zakup miski też będzie Wam zaprzątać głowę. w każdym razie im bardziej tani zakup jeśli chodzi o miskę tym bardziej zabawnie wygląda jedzenie. pies je, a miska ucieka przed nim po całej kuchni, w zależności od tego z której strony próbuje dobrać się do niej Wasz pies. role gra wysokość psa, budowa jego szczęki, wielkość jego głowy no i najważniejsze -wielkość porcji do wciągnięcia za jednym razem. bywają tacy co lubią się też i w tym temacie zapędzić i bajerują swojemu psu ile wlezie, żeby dogodzić biedakowi, bo nie daj Boże jeszcze niczego nie będzie miał ochoty zjeść i padnie nam z głodu. nie poznałam jeszcze żadnego właściciela psa, który padłby z głodu w domu pełnym jedzenia, nawet ludzkiego (nie piszę znowu o zwyrodnialcach, którym się wydaje, że pies żyje z deszczu i słońca) za to widziałam masę psów, którym właściciele wpychają niemal do pyska jedzenie, żeby biedaczek poczuł co znaczy jedzonko, a nie jakaś smutna sucha karma oraz takich co martwiąc się, że zostawią psa w domu idąc do pracy, a biedaczek będzie tak głodny że jeszcze się zabierze za obgryzanie nogi od stołu. dobra temat jedzenia mamy wstępnie powiedzmy omówiony. pora przejść dalej.
kiedy jest już po kolacji, a my próbujemy zasiąść do swojej, która w porównaniu do tej naszego psa ma się jak żabie udko do kurczaka. nagle okazuje się, że nasz kochany psiak mimo, że pożarł już swoją porcję postanowił przyłączyć się do nas i zapytać, czy on też może kawałeczek ten tamten z naszego talerza. i już na stole ląduje nam obśliniony pysk....



z którego cieknie nam po kolanie ślina, a oczy wypatrują najmniejszego ruchu naszej powieki w oczekiwaniu na przytaknięcie lub uśmiech. przecież jak się uśmiechnie to na pewno coś mi da. no nie oprze się biedaczek. za miękkie ma serce. ma słabość na moim punkcie.



no jak można się oprzeć tym błagalnym oczętom. proszę daj, daj spróbować. moje nie jest takie pyszne, a twoje pachnie tak niesamowicie. oczywiście pies nie ma pojęcia, że nie wolno jeść mu wszystkiego co możemy jeść my - ludzie. jednak żulerstwo mają w naturze, a my mając psa musimy uzbroić się w cierpliwość i umiejętność udawania, że gdy jemy pies ma na sobie czapkę niewidkę. żadnego ulegania temu żulerstwu. wmawiajmy sobie to i walczmy z naszym nałogiem dokarmiania psa pod stołem, bo zgubna to droga, męcząca a końca jej trudno się kiedykolwiek spodziewać jeśli już nauczymy żulerki naszego psa. dobra kolacja zjedzona. nasza i psia. jesteśmy już po prysznicu no bo przecież był po błotnych kąpielach z psem. teraz tylko umyć ząbki, dobranocka i w końcu walnę się na łóżko......ooooooo. nie ma szans. jak się chce mieć psa to się nie ma czasu na odpoczynek jak należy. teraz jeszcze pora na......
wieczorny spacerek na siku i kupę. o szlag. pół biedy gdy jest lato i wystarczy przebrać buty. jak jest zima często okazuje się, że ubieranie trwa dłużej niż sam spacer. no przecież piesio nie może nam się przeziębić nie ? a jak już się biedaczysko przeziębi albo go dopadnie jakaś bolączka, choroba czy przypadłość wtedy o biada nam czekają nas częste i kosztowne wizyty u weta.
to są dopiero doznania i wydatki. na zdrowiu kochanego pupila nie będziemy oszczędzać. no jak to tak kiedy biedaczysko tak się nam pochorowało. cóż psy nie mają swojego NFZ'u więc głównym sponsorem jego leczenia jesteśmy my. a na takie wypadki trzeba być finansowo gotowym zawsze. nigdy nie wiemy czy nie konieczne jest akurat jakieś szczepienie, leczenie, odrobaczanie. a może obroża przeciw insektom, może jakieś suplementy na wzmocnienie ?
i taka nasz rola jest jako właściciela kochanego czworonoga. już ?  bawicie się dobrze ? myślicie sobie - spoko, biorę to na klatę. to są miłe i zabawne rzeczy. nie takie problemy mieliśmy w życiu. to są uroki posiadania psa. fanie- zgadzam się z Wami. to jest całe sedno i sens. lecz niczego Wam chyba nie będzie brakować bardziej kiedy staniecie się szczęśliwymi posiadaczami sierściucha jak..........
czasu. czas jest z pewnością rzeczą w dzisiejszych czasach najbardziej wartościową i właśnie jego będzie Wam brakować ciągle. pies=brak czasu. pies=cały Wasz czas przechodzi na niego. jak już byliście w pracy, zarobić na to aby rozpieszczać, dbać, dogadzać, leczyć i kochać psa. to teraz czas poświęcić mu....resztę czasu. jeśli chcecie dodatkowo, aby ktoś poza Wami podziwiał Waszego psa na przykład na wystawach, to koniecznie musicie mieć więcej czasu aby zrobić z niego gwiazdę wybiegów.





ale nie myślcie, że ci co mają inne rasy mniej wymagające higienicznie nie muszą im też poświęcać przed wystawami czasu. niektórych nie trzeba czesać, ale trzeba kąpać, żeby nie śmierdziały mokrym, brudnym mopem.













kto się nie jara wystawami, na pewno zakręci się aktywnie, a sporty to wiadomo czas na szkolenia, czas na ćwiczenia i ogólnie dużo czasu na trenowanie i zabawę.





jednak to daje satysfakcję. i to wielką - powie każdy kto żyje tą adrenaliną. czas to nie tylko ja i pies. czas to też szukanie informacji, niezliczone rozmowy z innymi zakręconymi psiarzami, czytanie książek o tym jak szkolić, jak wychowywać. w sklepie na zakupach bez psa, ale jednak myśląc o nim. no bo czy ma co jeść? czy czegoś nie potrzebuje na dzisiaj ? i tak w kółko moi mili.
a one siedzą tak sobie i patrzą i myślą ........
......- aleśmy sobie wychowali tych ludzi. wszystko dla nas. a nie jeden mądry pies (w sumie głupich psów nie spotkałam jeszcze) zastanawia się po co nam - ludziom to wszystko. człowiek to dziwne stworzenie. zrezygnuje z wielu rzeczy w życiu aby poczuć się po prostu komuś potrzebnym. rezygnujemy z czasu, kasy, spotkań, znajomości z ludźmi. sami świadomie wprowadzamy sobie ograniczenia:
do knajpy ze znajomymi - rezygnujemy, nie można z psem
do hotelu nad morzem - rezygnujemy, nie wolno z psem
w góry, na połoniny, podziwiać potęgę natury - rezygnujemy, nie można z psem
wakacje na Chorwacji - ...... wiecie co chcę powiedzieć.
ale sami świadomie tego chcemy. my - wszyscy zakochani w Naszych psiakach. 

jednak pies to jest odpowiedzialność. wielkie serce jakie ufa nam i jest z nami nawet kiedy nie ma go w pobliżu. jest w naszych głowach, naszych portfelach, naszych codziennych zajęciach. daje nam poczuć, że nie tylko jesteśmy mu potrzebni, ale też jesteśmy wartościowi, bo ktoś nas docenia i kocha właśnie za to jacy jesteśmy. dla nich nie liczy się zasobność portfela, nie liczy się czy mamy gust czy kompletnie nie ogarniamy trendów. nie liczą się dla nich nasze blizny, przeżycia, nasze piękno czy nasza brzydota. każdego dnia czekają na nas tak samo aż wrócimy z pracy. każdego dnia kochają tak samo o ile nie mocniej. każdego dnia dają nową szansę jeśli poprzedniego zostały nieco zaniedbane z powodu braku czasu. dlatego też uświadamiam Was - tych co psa nie mają jeszcze, a chcieliby. to wielka odpowiedzialność, wielkie poświęcenie. je trzeba kochać ponad siebie, trzeba chcieć rozumieć, trzeba pomagać zrozumieć im nas. trzeba dbać, trzeba obserwować, ale dawać wolność i pozwalać być psem. jednak najbardziej trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że na ich miłość i lojalność trzeba sobie zasłużyć i nie zawieść ich nigdy, bo kiedy już raz się zdecydujemy i weźmiemy ten worek miłości do domu, to na zawsze będziemy dla niego sensem każdego ich dnia.

(wszystkie zdjęcia nie należą do mnie lecz zostały "zapożyczone" z sieci)