co to to Rally-o?

pogoda udała się. woda, miski, smaczki, zabawki i frisbee spakowane. do tych występów przygotowywałam się z Migotką długo. ćwiczyłyśmy, sprawdzałyśmy się nawzajem, ale.... właściwie nic z tego nie wyszło. "Megi jeszcze nie jest chyba gotowa" - myślałam. ma wkręta na frisbee, ale na smaczki, hmmmm..... czasem jest różnie. dała pokaz swoich możliwości na ostatniej wystawie w Rzeszowie, na której smaczki to był żaden priorytet. rozmyśliłam się i .... nie zgłosiłam naszej pary do występów. jednak wybraliśmy się tam dzisiaj wszyscy. ja oczywiście zaciekawiona jak w rzeczywistości wyglądają takie zwody, a reszta bo.........matka ich z domu wyciągnęła ;).
cóż prestiż tych zawodów nie powalił mnie na kolana i nie był to jakiś mega wielki zlot, ale było kilka par i kilka psów. z radością odkryłam, że tor przeszkód, dla kogoś kto kocha pracę z psem nie był jakiś nie do wykonania...

psy chętnie wykonują go jeśli oczywiście są zmotywowane w dość intensywny sposób. powiem szczerze byłam wystraszona trochę tej dyscypliny. 
zawsze jak jestem na wystawie psów, na której jest jakikolwiek pokaz agility, to jestem wniebowzięta. dynamika, ruch i współpraca, tam jest to wszystko. widać jak psy się tym cieszą. oj wzruszam się tym obrazem bardzo. obedience to nie moja bajka, fajnie się szkoli, fajne efekty można uzyskać. to taka wysoka szkoła jazdy w porównaniu z Rally-o, ale to żmudne i dla mnie i dla psa i nudne straszelnie. chyba sama bym zaczęła ziewać przy kolejnej próbie nawrotu z psem przyklejonym do łydki tak, że jego ślina spływa mi do sandała. pewnie po kilkunastu minutach obie siedziałybyśmy z Megi w trawie. ja ze źdźbłem trawy w zębach leżąc i patrząc w niebo, ona skubiąc trawę i leżąc brzuchem do góry. ot jakby się to dla nas skończyło. Rally-o jest całkiem przystępne i luźne. można psa nawoływać, można wydawać słowne komendy, można poprawiać, można smaczkiem naprowadzać. fajne luźne szkolenie przez pozytywną motywację i współpracę. tutaj człowiek jest przewodnikiem i bez przemocy i szkolenia klasycznego uzyskuje coś, co daje też coś psu. na zasadzie - pokaż mi co dla mnie masz, ja  zrobię dla ciebie to czego mnie nauczyłeś, a potem dostanę to co właśnie dla mnie masz. to jest to.
pięknie. jak dla mnie rewelacja. każdy zyskuje i więź nie cierpi i nasza duma też nie. liczy się przewodnik i liczy się pies. po równo dla każdego. 
cóż dzisiaj był czas Rally-o, ale mam nadzieję, że uda nam się i na agility kiedyś pojechać bo bardzo mnie to wciągnęło właśnie przy okazji dzisiejszych zawodów Rally-o. otóż nieopodal placu gdzie odbywały się zawody, w cieniu i na trawniku rozłożone były tunele. "a co" - myślę. "przecież jest to tutaj dla nas". Megi nie zna jeszcze co to tunel, to znaczy nie znała do dzisiaj. ona nie boi się raczej niczego, jest otwarta. wystarczy jej coś raz pokazać, zachęcić odpowiednio i już.

tunel to dla niej już bajka. na początku się bała, wracała. potem było coraz lepiej, aż do momentu jak złapała w nagrodę frisbee i już biegiem do tunelu, żeby się tam z frisbee przede mną schować. super sprawa. oj zakochana jestem w agility jednak bardzo i myślę, że Megi też by się zakochała. uwielbia skakać, biegać, gonić i wszystko dla frisbee. muszę, po prostu muszę wychaczyć jakieś występy czy dostęp do toru agility. w mieszkaniu raczej nie będę mieć możliwości, ale może w Związku są jakieś tory ? muszę to koniecznie sprawdzić. na pewno będę intensywnie szukać, bo chcę w to wejść na całego. ja i pewnie Megi też.










cóż dzisiaj trzeba było wykorzystać maksimum możliwości jakie się nam trafiły, więc była i rozrywka i trening. w związku z tym i ja zrobiłam sobie i Megi próbną sesję Rally-o.



stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, aczkolwiek muszę dodać, że nie jest to obiektywna opinia, że dzisiaj kolejny raz Megi jest powodem mojej dumy. ona naprawdę uwielbia pracować. dla niej nie jest to praca. nie w takim rozumieniu jak ludzie myślą. ona to robi dla zabawy, dla frisbee. po to, żeby móc dostać w nagrodę czerwony krążek i pobiegać sobie z nim. poszarpać się nim trochę. dla niej to jest sens tej zabawy. musi koniecznie poćwiczyć cierpliwość. ale sądzę, że brakuje jej cierpliwości tak samo jak każdemu dziecku oraz, że ciężko się spodziewać tego po niej skoro ja sama mam z tym problem. ale takie ćwiczenia uczą tej cierpliwości zarówno ją jak i mnie. 
pod wieloma względami był fajny ten dzień. spotkałam nawet pewną Panią - chyba szkoleniowca, bo miała dość szerokie pojęcie na temat szkolenia psów i korygowania zachowań. no cóż ja też nim jestem więc muszę dodać swoje 5 groszy. choć wiele pozytywnych rzeczy u Pani rzeczonej zauważyłam w podejściu do psów, to jednak kilka rzeczy mi się kompletnie nie spodobało. bo jak można z jednej strony korygować agresję u psa względem innych psów, odwracając jego uwagę od intruza smaczkami, a jednocześnie uważać, że ciągnięcie na smyczy można korygować kolczatką czy obrożą zaciskową? i zastanawiało mnie, skoro Pani ma owczarka niemieckiego, który to miał zaciskową obrożę na sobie założoną i ponoć nie ciągnie, dlaczego Pani miała rękawiczki bezpalcowe na dłoniach? czyżby jednak pies ciągnął na smyczy tak, że smycz wżyna się w dłoń? cóż - nie mnie oceniać. moje metody są inne. owszem smaczki w nagrodę, owszem budujemy pozytywne skojarzenia, ale jak potem zaufać psu jak zapomnimy smaczków wziąć ze sobą z domu? jak mieć pewność, że pies nie ucieknie kiedy nie będzie miał obroży zapobiegającej jego ciągnięciu, a już w ogóle kiedy będzie odpięty? co zrobi gdy na spacerze spotka psa, a my nie będziemy gotowi na to spotkanie i nie odciągniemy jego uwagi bo smaczki zostały w domu? przecież nie unikniemy innych psów spacerując między ludźmi w mieście. pozytywna metoda to zachęta dla psa. my jesteśmy przewodnikiem, ale pies na partnerskich zasadach i w pełnym do nas zaufaniu wykonuje dla nas polecenia, bo tego chce. bo wie, że może zaufać, bo czuje się przy nas stabilnie, spokojnie i nie odczuwa ciągłej potrzeby aby bronić nas przed wszystkimi innymi przedstawicielami swojego gatunku. bo liczy na naszą pochwałę i aprobatę. bo nawet pies lubi się czuć potrzebny i lubi gdy zwracamy na niego swoją uwagę i liczy że zauważymy jak się stara i że podziękujemy mu za to. uśmiechem, pochwałą, dotykiem. cóż kiedyś metoda klasyczna była jedyną, potem okazało się, że była złą. do dzisiaj jednak jest stosowana, a ci którzy się jej trzymają sądzą, że jest słuszna. może kiedyś okazać się, że i ta - pozytywna, jakiej ja się od moich mentorów uczyłam nie jest najlepszą. póki co jednak w przypadku naszych psów się sprawdza. Haszi spokojna, Megi spokojna. zero agresji, zero wariactwa na inne psy. zdrowy dystans do innych psów i obcych ludzi. nie są zaborcze. nie są złośliwe. są socjalizowane, zabierane wszędzie gdzie tylko można je zabrać. pokazujemy im świat, nie bronimy niczego co ich ciekawi, co chcą sprawdzić czy czego chcą spróbować, a my oceniamy to jako dla nich bezpieczne. są z nami i podążają za nami nie dlatego, że są na smyczy, ale dlatego, że jesteśmy dla siebie oparciem i mamy do siebie nawzajem zaufanie. smycz jest dla ich bezpieczeństwa. żeby im się nic nie stało ze strony cywilizowanego świata, gdzie pełno kół i nieprzewidzianych dziwnych zdarzeń, ale i niebezpiecznych i nieprzewidywalnych ludzi. 
było nam dzisiaj bardzo miło. no i spotkaliśmy "starych"znajomych, ale też poznaliśmy nowych.

dwoma słowami opisując - dzisiejszy nasz dzień był bardzo pozytywny. dziewczyny zaliczyły kolejny etap socjalizacji. Haszi jak zwykle zrobiła pozytywne wrażenie swojej rasy. nawet miło zaskoczyła dziewczynę na wózku inwalidzkim, która była nią zachwycona i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że świetnie nadawałaby się na psa do dogoterapi. jakby rozumiała. jakby przeczuwała, że ludzie patrzą na nią właśnie jak na niepełnosprawną, bo ma dziwną głowę i omijają ją bo przecież to "agresywna" rasa. jakby czuła, że jest nierozumiana przez społeczeństwo i nagle zupełnie tak samo jak ona czuje się ta właśnie dziewczyna. jakby chciała jej powiedzieć - "patrz, na mnie też dziwnie patrzą, szepczą za plecami, drwią i zastanawiają się co mi się stało, a mimo to jestem kochana, wyrozumiała, tolerancyjna i otwarta. nie jestem zła, ani zgorzkniała. jedyną różnicą między nami jest to, że ja jestem psem, a ty człowiekiem". 
tak oto minęła pierwsza część dnia. a teraz po obiadku i krótkiej drzemce...

wybieramy się na spacerek. wszak emocjonujący, słoneczny, piękny dzień jeszcze nie dobiegł końca. a każdą chwilę należy wykorzystać, bo przecież jest niepowtarzalna.
więc smycze w dłoń, zabawki do kieszeni, smaczki w saszetkę na pasek i naprzód, bo nowe wyzwania czekają.


a doświadczenia i emocje tego dnia niech już na zawsze zostaną z nami jako wspaniałe wspomnienia.