VIII Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych w Rzeszowie

wystawa kolejna za nami. jak zwykle wiele pięknych psów i dziwnych ludzi. co do psów, cóż człowiek je stworzył. motywy nie zawsze zrozumiałe, ale tak bywa z ludźmi. co do ludzi - hmm....chyba najbardziej przeszkadza mi ich zawiść i zazdrość. nie zawsze wygrywa najlepszy. każdy chyba tak ma prawo twierdzić choćby dlatego, że każdy swojego psa uważa za wyśmienitego, za tego najpiękniejszego. chciałabym aby wszystko odbywało się w atmosferze zdrowej konkurencji i zabawy. wszyscy wiemy, że nie zawsze wszystko zależy od czynnika zwanego psem. często wpływ ma jeszcze sędzia a już na pewno właściciel. nie raz spotykam takich co tracą cierpliwość i szarpią i krzyczą....nie rozumiem. 
teraz zacznę od początku. Rzeszowska międzynarodówka obejmuje dwa dni wystaw - sobotę i niedzielę. tym razem jednak wszystko zaczęło się inaczej. otóż jak wiecie moja rodzina posiada jeszcze jedną predysponowaną wystawową - Haszi.....i wyobraźcie sobie, że jej oficjalny właściciel - mój mąż pięknie przygotował ją do konkursu i postanowił z nią wystartować.


... i wyobraźcie sobie, że poszło im ........ Haszi na początku miała lekką panikę. tyle psów, ten hałas, chaos.....ona nie ma takich doświadczeń. lekko się nam spietrała. na szczęście pojechaliśmy na tyle wcześnie aby dać jej czas oswoić się z tym co wokół. no i pięknie się dziewczyna rozkręciła. już po chwili miała kilkoro kolegów i koleżanek. oczywiście jej prefer już mocno daje się odczuć. nie lubi dużych i włochatych, a całkiem małe traktuje jak powietrze. no ale pierwsze koty za płoty, yyy to znaczy pierwsze psy.


zawsze mnie urzekało to jak wiele ciekawych ludzi można poznać dzięki psom.
tak więc nasza Haszi nam się wyluzowała i .......



















chwila skupienia, chwila w bezruchu i ...........................................................


nie dość, że najpiękniejsza w młodzieży to jeszcze BOB'a zebrała (best of breed-najlepszy w rasie). no pięknie. pierwsza wystawa i takie osiągnięcie. niezwykle rzadko się zdarza, a w przypadku Haszi jest zasłużone. to naprawdę piękna suczka. radość była niesamowita. szczególnie Witka. nawet nie śnił mu się taki sukces, a tu proszę. no radość, szczęście i ......ulga, że już po.


aż córka natychmiast musiała sweet focie popełnić swoim telefonem co udało mi się złapać :)
no ale to nie wszystko...potem było oczekiwanie...dłuuuuuuugie na finały. ale jak się powiedziało już "A" to.....

...były rozmowy z ludźmi, których fascynuje rasa i chcieliby więcej o niej wiedzieć.

było podziwianie pięknych firanek. nie przepadam za yorkami, ale urzekają mnie osobniki ciągnące firankę z włosów po podłodze przebierające nogami tak szybko, że wydaje się jakby unosiły się nad ziemią. a wiecie, że na co dzień te psy, które mają takie długie włosy chodzą prawie cały czas w wałkach i kokardkach aby sierść się nie niszczyła i nie plątała. dla mnie straszne. a gdzie miejsce na swobodny, niczym nieograniczony ruch ? dlatego nigdy nie będę mieć takiego włochacza.


były zachwyty nad rasami wyjątkowymi jak chow chow, którego język jest fioletowy.


no piękności na czterech łapach. i był niuf. oczywiście sierść odpowiednio zabezpieczona przed......sklejaniem się ;)


ogólnie była radość........



były jak zwykle ciekawe występy na ringu głównym. była kiełbasa wielka taka, że zrobiła furorę tak wielką, że pies wygrał BOB'a. ale nie była wyborcza, choć nazywała się wyborowa. :) hmm, z czymś się Wam pewnie kojarzy innym niż kiełbasa taka nazwa co ? no.... mnie też ;)


no i doczekaliśmy. ring gotowy. psy i właściciele. młodzi juniorzy i heandlerzy....



cudnie. tym żyję z wystawy na wystawę. to jest coś co mnie nakręca. może nie tak jak psie sporty typu frisbee czy agility o spontanicznym i lajtowym rally-o nie wspominając. jednak jest i w tym dla mnie magia. każdy chce przedstawić swojego czy też nie psa z jak najlepszej strony. ja przyznam, gdybym była sędzią chyba najwięcej punktowałabym naturalność i więź z psem. uwierzcie, ci którzy nie widzieli nigdy. więź między panem a jego psem widać. widać szacunek, widać przywiązanie, widać zaufanie i współpracę. czasem też nie widać, ale to już temat na jakiś czarny dzień. 
no i konkurs na najpiękniejszego juniora i ......nic. konkurs grupowy......nic. no i konkurs na najpiękniejszego psa oddziału Rzeszów i uwaga.........Haszi zajęła III miejsce. niesamowite !!!


no pięknie. nie mogliśmy uwierzyć w to po prostu. debiutujący bull w dodatku junior zdobył III miejsce w konkursie na najpiękniejszego Rzeszowa, a konkurencja była mocna. coś pięknego. gratuluję parze. mężowi wielkiej pracy i mega cierpliwości, o której czasem mu przypominałam kiedy gdzieś sobie nagle znikała. praca dała skutki. i tak oto z przestraszonej debiutantki mamy pewną siebie suczkę na podium.                            
  cudnie.
ale to dopiero koniec dnia pierwszego.....
kolejny dzień do lekkich też nie należał. tym razem Haszi została w domu, a występy miała Migotka. ona już zna dywan i ten specjalny chód wystawowy. też miałam małego cykora, ale chyba się przeliczyłam. pojechałam spokojna, że skoro Megi całkiem nieźle ogarnia już ring większych problemów nie powinno z nią raczej być, a tutaj niespodzianka. dziewczyna zaczęła od razu od zabaw z kolegami z rasy. ja gadka szmatka z innymi właścicielami bostonów, a ona w tango i zabawa. potem w oczekiwaniu na występy padła na krzesło pod bluzę męża się zakamuflowała i spanie się jej włączyło. kiedy czas nadszedł obudziałam koleżankę i zaczęłam szykować do występów, a ona.....wszystko fajnie byle nie skupienie i spacer po zielonym dywanie.


"a co tam u koleżanki ?  jak się masz kochana ? może sobie razem gdzieś pójdziemy stąd co ty na to?"


"a co to leży tutaj, jakiś chyba komuś smaczek spadł. no przecież nie może się taki rarytas zmarnować. a tamtem zapach to co oznacza, że kolega zestresowany czy, że zlewa wystawę i mu się nudzi tak jak i mnie ?"
no mówię Wam ależ wściekła byłam. jakbym dla niej nie istniała. w ogóle nie mogłam skupić uwagi jej na sobie. strasznie rozrabiała. no szlag mnie trafiał. ależ byłam wściekła. w gruncie rzeczy jednak skończyło się dla nas wszystko bardzo pozytywnie.


efekt był nawet dla mnie zaskakujący. Megi zdobyłą kolejny medal. Najlepszy Junior w rasie. no kochana moja pomyślałam, albo jesteś naprawdę taka ładna, albo mamy dzisiaj mega szczęście. pewnie jedno i drugie bo przecież ona jest piękna. sama ją wybrałam co pozwala mi myśleć, że gust mam dobry. tym samym możemy wnioskować o tytuł Polskiego Championa Młodzieży. coś niesamowitego. nie mogłam wręcz uwierzyć, że tak nam pięknie poszło. trzy kolejne wystawy i trzy tytuły  najlepszego młodzieży. choć nie byłam do końca szczęśliwa z zachowania Megi to jednak cel został osiągnięty. potem tylko symboliczny spacer w wyborze najlepszego młodzieży na wystawie, ale tam nic, a właśnie wtedy dopiero Megi zaczęła ładnie współpracować.

cóż wiem doskonale, że problemy z nią to także moja "zasługa" jako jej przewodnika i pewnie będzie praca teraz wyglądałą już nieco inaczej, ale i tak jestem dumna z niej bardzo. wszak ona i ja dopiero zaczynamy i jeszcze pewnie niejedna wpadka przed nami.

na szczęście zadzwoniła koleżanka, która jest jednocześnie właścicielką hodowli z której pochodzi Megi i mocno mi gratulowała, cieszyła się bardzo z naszego sukcesu i dzięki niej moje "niebo" się rozchmurzyło i w pełni mogę się cieszyć naszym sukcesem.

dyplom Polskiego Championa młodzieży jak tylko uzyskam na pewno się tutaj nim pochwalę.

i takie to są moje wspomnienia po kolejnej wystawie. życzę sobie dalszych sukcesów, ale i miłego towarzystwa, zdrowego konkurowania i wielu wielu rozmów z innymi wystawcami tej wspaniałej rasy. wszak cenię sobie uwagi, rady i doświadczenie tych, którzy chcą się ze mną nimi dzielić.