Pracująca sobota

ciągle tylko o spacerach i o słonku i o pogodzie. o wiośnie i o cieple. dzisiaj muszę Wam napisać o pracy. a co. w sobotę też niektórzy muszą wyjść i popracować dla dobra.....no właśnie, nnie zawsze swojego. ale jako, że sobota jest specyficznym, wyjątkowym dniem w pracy to pozwoliłam sobie zabrać do niej Migotkę. a teraz garść faktów, żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr. artykuł z naszej polskiej Gazety Prawnej z dnia 17.03.2015 roku. więc świeżynka.
...Mało kto jednak pomyślałby o zabraniu swojego pupila do pracy. A jednak, ten z pozoru absurdalny pomysł z powodzeniem wprowadzany jest w życie. Mało tego, doczekał się własnego święta. Każdego roku, w wybrany piątek czerwca, obchodzony jest „Take Your Dog to Work Day”, czyli dzień zabierania swojego psa do pracy.

Na pomysł w 1996 roku wpadli Brytyjczycy. Trzy lata później za ciosem poszli Amerykanie. Dzisiaj zwyczaj jest powszechnie znany także w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Co roku scenariusz jest podobny. Pracownicy przyprowadzają do miejsca pracy swoich „najlepszych przyjaciół”, przedstawiają ich kolegom, by następnie czworonogi mogły obserwować, jak ich właściciele wypełniają codzienne obowiązki. W USA organizacja  Pet Sitters International co roku zachęca do udziału w akcji tysiące przedsiębiorców, a także wydaje specjalne broszury tłumaczące zainteresowanym osobom, jak przygotować siebie i zwierzaka do takiej inicjatywy. W Polsce taki pomysł wydaje się zachodnią fanaberią, a o pracy z psem mogą myśleć głównie ich trenerzy....
i widzicie, mówiłam Wam. da się? pewnie, że się da. a to już Newsweek, trochę starszy bo 03.04.2012 rok.
Jak pisze "International Journal of Workplace Health Management", Randolph Barker z Virginia Commonwealth University prowadził obserwacje wśród 75 osób zatrudnionych w firmie produkcyjnej, która zezwala na przyprowadzanie zwierząt do pracy. Przez tydzień badał on poziom hormonów stresu w próbkach śliny pobieranych w różnych porach dnia. Jednocześnie analizowano aspekty związane z zaangażowaniem i satysfakcją z pracy.

Gdy badani rozpoczynali pracę, nie zaobserwowano znaczących różnic pomiędzy pracownikami, którym towarzyszyły w pracy psy a tymi, którzy zostawiali pupili w domu oraz którzy w ogóle nie posiadali zwierzęcia. Okazało się jednak, że w ciągu dnia poziom hormonów stresu wyraźnie spadał w pierwszej grupie, gdy w przypadku dwóch pozostałych podwyższał się.

Barker podkreśla, że poziom stresu u właścicieli psów był znacznie wyższy w dniach, gdy ich ulubieńcy zostawali w domu w porównaniu z dniami, gdy towarzyszyli im w pracy. Co więcej, pozytywny wpływ obecności psów przenosił się także na pracowników, którzy nie przyprowadzali ze sobą zwierząt.

- Zachęcamy naszych pracowników do przyprowadzania ze sobą psów, o ile są one dobrze ułożone. Zaobserwowaliśmy, że efekty są zbliżone do tych, które wykazały badania - przyjemniejsze środowisko pracy, regularne przerwy i zredukowanie stresu poprzez kontakt ze zwierzętami w ciągu dnia. Szczęśliwsze są także same psy, które nie spędzają długich godzin w samotności - komentuje Louise Lee, rzeczniczka prasowa Blue Cross, brytyjskiej organizacji pomagającej zwierzętom.
ha ! i co Wy na to? pokrótce jednak muszę opisać czym zajmuje się pies w pracy człowieka.  może gdyby pracodawcy zrozumieli i mieli chęci oraz trochę się otworzyli i zobaczyli, że pies to wcale nie jest rozpraszacz czasowy i ani nie zabiera czasu pracy, ani nie wymaga specjalnego traktowania wiedzieliby, że właściciel + jego pies w pracy to nie jest herezja.
wzięłam więc moją Megi na "take your dog to work day". efekty:

na początku był wielki wow....ale fajnie, co się dzieje? tutaj musi być niesamowicie ciekawie. i oczekiwanie, co się tutaj robi w tym pomieszczeniu. dodam, że pracuję w biurze przed komputerem. biuro nie jest wielkie, jest ciepłe, przytulne. panuje tam przyjazna atmosfera. moi koledzy z którymi współpracuję (choć nie jest lekko ;)) raczej obaj lubią psy - jak się okazuje. Megi trochę się pokręciła, chwilę pobawiła piłeczką myśląc, że miejsce to jest chyba jakimś treningowym pomieszczeniem. ja zajęłam się pracą a ona łaziła chwilę pomiędzy moim biurem, a biurem szefa mieszczącym się za ścianą. oba pomieszczenia łączą ze sobą drzwi, które są prawie zawsze otwarte. z nudów więc i powodu oczekiwania na niewiadomą Megi przemieszczała się raz do szefa raz do mnie. jednak jako, że oboje zajęliśmy się swoimi sprawami doszło moje "dziecko" do wniosku, że to chyba nuda i rutyna no i może jednak raczej należałoby spocząć na fotelu i porobić to co pani. czyli posiedzieć chwile na krześle, bo chyba o to tutaj chodzi.





długo to jednak nie trwało, gdyż znudzenie przeokrutne i raczej kiepska umiejętność czytania tekstu i uderzania w klawisze klawiatury przez Migotkę spowodowały, że nastąpiło u niej lekkie przyśnięcie. Megi szybko doszła więc do wniosku, że ta praca ludzka to w sumie dość nudne zajęcie i chyba należałoby jednak zrobić coś bardziej pożytecznego i czas swój wykorzystać na to aby........













....się po prostu przespać.

i tak oto pies przeszkadza w pracy. czyli właściwie śpi. myślę, że nie jest on żadną przeszkodą. oczywiście jako maniakalna psiara mogę nie być obiektywna w ocenie. ale to prawda. dużo spokojniej czuję się gdy Megi jest ze mną. wtedy siedzenie długie godziny w pracy nie jest już tylko wpatrywaniem się w ekran i myśleniem, ze chce się wrócić do domu do psa, który tam siedzi i czeka z utęsknieniem. przecież wystarczy wziąć kromkę w dłoń. wyjść z kawą przed budynek z psem na trawnik i już przerwa należna w pracy jest dla nas i przyjemność dla psa. zadowolenie i poziom endorfin wysoki, na twarzy uśmiech i człowiek przyjaźnie nastawiony (nawet na szefa ;))
cały interes nie wymaga niczego ponad zapewnienie psu miejsca do spania, miski z wodą i nas blisko. 

ot  i cała filozofia. mam wielką nadzieję, że doczekam czasów, że biuro, praca - moja praca stanie się miejscem przyjaznym dla mnie i mojego psa. doświadczenie tego jednego dnia mówi mi, że moja wydajność znacznie by wzrosła. może próbnie mój szef chciałby wprowadzić takie dni częśćiej niż raz w roku :).