53 Krajowa Wystawa Psów Rasowych

...już za nami. co się będę chwalić. nieskromnie wspomnę tylko, że Migotka przeszła przez wszystkie "przeciwności" jak po maśle. uzyskała  tutuł najpiękniejszego psa juniora, a potem BoB - best od breed (najlepsza w rasie) - bo wiem, że odwiedzają mnie czasem początkujący poligloci ;)

duma mnie rozpiera :). z wystawy na wystawę zdobywamy doświadczenie, niezbędne aby spokojnie podejść do tematu. powiem więcej. kiedy jesteśmy tam obie - ja i Megi chyba najbardziej skupiamy się na sobie, a nie na tłumie. owszem wciągające jest dla mnie i dla niej pewnie też poznawanie tych wszystkich ciekawych ras oraz ciekawych lub czasem mniej ludzi. zamysł jednak jest raczej taki, abyśmy pilnowały siebie nawzajem. chyba nam się udaje, bo wyniki mamy dobre, a właściwie powinnam napisać dla nas wystarczające. jednak jedno mnie zawsze na wystawach zachwyca. mieszkam w małej miejscowości. raczej mały tu przekrój ras do obejrzenia na żywo. czasem, z rzadka bywam w miastach większych, tam zdarza mi się widywać większą rozpiętość ras. niestety przeważnie z daleka i raczej przez szybę samochodu. dobrze, że nie ja jestem kierowcą, bo pewnie niejedną stłuczkę miałabym na koncie przez zapatrzenie ;)
no a na wystawach ? mam za sobą już pewnie co najmniej kilkanaście jako obserwator. nie jako wystawca. nigdy mnie nie interesowało samo wystawianie, cały kunszt tego, zasady, umiejętności, ale właśnie oglądanie ras. poznawanie ich na żywo, w ruchu i rozmowy z hodowcami. najlepiej domowymi, małymi hodowcami, dla których pies to towarzysz w życiu, a nie istota zamknięta w kojcu służąca do robienia kasy. cóż chętnych do rozmów nie zawsze jest tyle ilu bym chciała. teraz sama jestem często pytana o Megi. co to za rasa? jaka ona jest? jakie ma cechy? staram się przedstawić rasę najlepiej jak umiem, choć mało mam z nią jeszcze doświadczenia. ale wiem, jakie to ważne, aby dać poznać ludziom szukającym przyjaciela na życie cechy jakie niesie ta rasa. wygląd ? tak, jest ważny. większość osób jakie mnie zaczepiają właśnie to pociąga w bostonach, ale charakter jest też ważny o ile nie ważniejszy. Megi ma socjal od urodzenia dobry. tu duża zasługa jest do przypisania hodowczyni (pozdrawiam Cię Aleksandro ;) ), ale dużo to też praca i zaufanie psa do mnie, że jeśli pozwalam na dotykanie jej obcym to ona wie, że ma we mnie wsparcie i nie ma się czego bać. ten aspekt wystaw jest ze mną od niedawna.




jednak ona ufa mnie, a ja jej. ona wierzy, że nie dam jej skrzywdzić, a ja wierzę, że ona da się poznać obcym z jak najlepszej swojej strony. zawsze się wspieramy. w takich chwilach najważniejsza jest nasza więź i oparcie w sobie nawzajem.














nie powiem, że tym razem było nam świetnie i komfortowo. z pewnością było zimno....











i z pewnością było ciekawie.

   mastif neapolitański

jamnk króliczy krókowłosy
wydawało się, że wszyscy wypatrują osobliwości. między innymi :czechosłowacki wilczak. muszę wspomnieć. osobliwa rasa psów pierwotnych. niesamowicie jeszcze rzadka u nas. mój podziw dla ludzi, którzy ukochali tę rasę. to naprawdę dzikie psy, a zachowywały się jakby przeszły szkolenie u najlepszych japońskich mistrzów medytacji i nirwany. niesamowita praca. aby takiego psa poskromić trzeba mieć mega mocny charakter. ukłon w stronę właścicieli po same podeszwy butów moich. piękne psy.
inne ciekawe i piękne:



tosa inu




dog argentyński


bulldog angielski












bullterriery standard. oczywiście nie mogę ich pominąć, bo to rasa z jaką mam na co dzień do czynienia i choć nie są może uznawane za najpiękniejsze to wierzcie mi, charakter mają niesamowity i z pewnością są rasą dla ludzi z mocnym poczuciem humoru. jeśli go nie masz, z pewnością ten pies cię nauczy, że do życia należy mieć spory dystans ;) .




mastif angielski - potężna głowa, piękne oczy, niesamowita maść. siła spokoju to atut tej rasy.






owczarek staroangielski (bobtail) - kiedyś kochałam się w tej rasie. piękna szata. bardzo wymagająca, ale urzekająco piękna i ta wielkość. choć mam teraz małą Migotkę to jednak miło mieć jest psa jakiego można porządnie poklepać.

oczywiście nie brakło postaci posągowych, ale też pięknych. charty zawsze były gdzieś w mojej głowie. ja w ogóle zachwycam się wieloma rasami. większość to duże psy, albo przynajmniej ciężkie. ale z pewnością życia nie wystarczyłoby mi aby poznać je wszystkie bliżej. pozostaje zachwyt i wzdychanie do tych które lubię najbardziej.






chart polski - niewiele jest polskich ras. ta jest jedną z nielicznych. piękne, smukłe nogi i ten poker face.







a to już bardziej "cywilizacyjny wynalazek". grzywacz chiński. aaaa, to jest prawdziwa odpowiedź dla domatorków i pieszczoszków, a w dodatku uczulonych na sierść alergików. pies stworzony dla swego pana. przywiązuje się do człowieka bardzo mocno. mimo swojej "nagości" są dość odporne na zimno, ale oczywiście nie na zimę. niektóre są piękne, jak ten. ale widziałam też i kilka takich "brzydali". cóż - trzeba to lubić. jak na mój gust za delikatne do szaleństw na śniegu, za gołe na słońce i piasek latem na plaży, no i pewnie za piękne, aby każdego dnia szaleć i brudzić nogi, włosy, kurzyć skórę.

no ale wiecie o rasach ich zaletach i wadach, a także nieksiążkowych przypadkach mogłabym Wam pisać godzinami, a przecież nie chodzi o to, aby zanudzić czytelniko-podglądacza na śmierć, ale żeby dać pokrój jak wystawy wyglądają. więc nie padajcie jeszcze z nudów.
teraz będzie część ukazująca piękno tych imprez wystawowych i sens posiadania psa. 
nie podchodzę do wystaw jak do jakiegoś wydarzenia jakim żyję na co dzień i nie mogę się doczekać terminu kolejnej.  wiem jakie bostony mi się podobają. wiem jakie chciałabym sama mieć. czasem się zastanawiam czy w posiadaniu psa choć trochę cieszy mnie to, że jest on prawie idealny. chyba fajnie mieć taką świadomość, że mój pies jest prawie idealny jeśli chodzi o rasę i cieszy mnie, że to właśnie mój pies. że ktoś swoim sprawnym okiem potrafi określić idealność mojego psa. nie da się ukryć, że i sędziowie mają swoje faworyzacje. jeden chce aby było naturalnie, drugi aby psa ustawiać do pozy jaka dla mnie osobiście nie ma nic wspólnego z naturalnym zachowaniem. te psy wystawowe i tak muszą mieć świętą cierpliwość do dziubania im przez obcych w zębach i chwytania za ogony, za jądra, pod brzuchem nad plecami i w każde inne miejsca, no bo wymacać trzeba. wiele zależy od psa, wiele od wystawcy, ale czasem myślę po co cały ten cyrk skoro wygrywają psy piękne, wyczesane jakimi na co dzień nie są. wygrywają właściciele w trampkach i dresach. cóż nie widzę w tym nic złego, bo przecież to pies jest oceniany a nie właściciel. dla mnie pies jaki jest każdy widzi. owszem ma znaczenie pożądana karma. wpływa na wigor, na sierść, skórę, samopoczucie - zupełnie tak jak z jedzeniem u ludzi. ma znaczenie czy pies jest z nami czy obok nas. ma znaczenie ta więź, choć czasem ciężko określić czy pies kocha wystawiającego skoro ktoś obcy wychodzi z nim na ring, a ukochany pan jest poza albo jest raczej producentem psów niż fascynatą rasy i jedynym panem. psy są wyczesane, smarowane, szczotkowane, lakierowane. niczym modelki na wybiegu. czasem kiedy widzę jak pies przypięty na stole co najmniej mało stabilnym stoi, a pancia szaleje wokół niego z jakimś bliżej nieokreślonym przeze mnie sprayem - dodam, że określenie jest niemożliwe głównie ze względu na drażniący dla mnie zapach, a także unoszącą się z niego mgłę powodującą u mnie łzotok niesamowity - zastanawiam się czy ci ludzie nie oszaleli i nie zapędzili się nieco ponad to co i tak jest już ponad naturalne. nie dość, że stworzyli rasy tak bardzo różne pod względem charakteru i wyglądu, to teraz naginają prawdę jaka jest. rozumiem czesanie, rozumiem kąpiel, rozumiem czystość i zadbanie oraz higienę. pazury obcięte, sierść lśniąca i czysta, umyta. no groomer jest raczej czymś normalnym jeśli pies tego wymaga. ale koczek na głowie shih tzu? pudel z dwiema "gałkami lodów" stworzonymi z sierści na pośladkach, wyglądający jakby miał zamontowane amortyzatory tylko nie wiadomo przed czym mające go chronić. aż mi przykro jak musi być mu wstyd za cała reszta wręcz goła. nie odbierajcie ludzie psom godności. rozumie polar bo zimno, derkę bo śnieg i deszcz. rasa bez podszerstka wręcz wymaga tego. ale ludziska to przecież dla zdrowotności. ale kiedy widzę yorka w sukience i kapeluszu. różowy spray na grzywce białego pudla, albo wzorek motylka wygolony na pośladku teriera czarnego, albo - o zgrozo, czerwony lakier na pazurach bula, to myślę ludzie co się z Wami dzieje? niech pies pozostanie psem. dajcie mu cieszyć się psim życiem na luzie. zabawą, deszczem, słońcem, błotem, piachem. szaleństwa naszych psów dają nam pozytywne emocje i radość już kiedy na nie patrzymy, a jaką radość dają im ?  -niesamowitą. swoboda ruchu, ten pęd, radość, ataki głupawki podczas zabawy. to cieszy ich i nas. daje kopa. szczęśliwy pies to zmęczony pies, który może spędzać czas zabaw z własnym człowiekiem. 
lubię wystawy, choć są męczące. głownie lubię je, bo podziwiam na nich psy. jednak stwierdzam, że najbardziej jednak cieszy mnie samo posiadanie psa. radość spacerów, radość głupot jakie wymyślają aby coś zyskać, radość jaką mam z obserwowania swojego psa na co dzień. te miny, to kręcenie głową, te dźwięki, a wierzcie mi Migotka ma całą gamę odgłosów. nawet gdy się ją głaska wydaje miłe dźwięki zadowolenia. więc wystawy wystawami, a pies psem. a już następnego dnia, kiedy wystawa za nami i odespane zostały godziny męczącego czekania, hałasu i chaosu z miłą chęcią wracam do ulubionych szaleństw na świeżym powietrzu. i znów Megi to Megi, a Ilona to zakochana w niej po uszy najlepsza przyjaciółka, towarzyszka zabaw i pogromca nudy i rutyny.
witaj radości i szaleństwo.




bo pies jest szczęśliwy, gdy może pozostać sobą. i tego życzę wszystkim psom bez względu na ich rasowość, wygląd, wiek i eksterier.