socjalizacja - ważna rzecz dla....człowieka

leśna polana, na skraju lasu. my z "dzieciakami" jak zwykle na weekendowym długim spacerze. spadł świeży śnieg więc dzieciaki mają wielki fun.





pisząc "dzieciaki" mam na myśli psy oczywiście, ale i dziecko ludzkie sztuk jedna w osobie mojej ośmioletniej córki Mai. fakt ten nie pozostanie bez znaczenia w dalszej części tej historii. widać bowiem, że psy bawią się z małym dzieckiem i na pierwszy rzut oka można być spokojnym, że ludzkiemu dziecku nikt krwi utoczyć nie ma najmniejszej ochoty.
więc dzieciaki szaleją z górki i pod górkę zajęte sobą. córka łazi po krzakach więc i psy za nią, zaciekawione co za zupę ta mała gotuje z mchu na jakimś konarze. 


nadmieniam, że wszystko to dopiero podrostki. Haszi ma 8 miesięcy, Megi jest od niej starsza zaledwie o tydzień, a najmłodszy Grand ma niespełna 4 miesiące. my - dorośli właściciele zajęci dyskursem na temat żarłoczności posiadanych przez nas ras psów, obserwujemy świat dookoła siebie, aż po linię widzialnego horyzontu, bo a nóż wyjedzie jakiś rowerzysta, albo pojawi się jakiś nieznany pies, a nasze "dzieciaki" z radością nie omieszkają pobiec i przywitać delikwenta. 
cóż, nie każdy lubi takie ciepłe powitania. psy obserwują niemniej uważnie to co ich otacza...



nagle.... zza górki wyłania się matka z wózkiem dziecięcym, w którym zapewne było małe dziecko, bo inaczej jaki cel, z drugim dzieckiem idącym obok wspomnianego wózka. wśród naszych wszystkich dzieci następuje chwilowa konsternacja. uruchamia się lawina myśli w mojej głowie: "małe dziecko i jego wysoki głos mogą okazać się świetną zachętą dla naszych czworonożnych dzieci, aby się zapoznać nieco bliżej z idącym dzieciakiem". oczywiście każdy z nas woła zapobiegawczo swoje dziecko, aby chwilowo przytrzymać je za obrożę  - nie chcemy w końcu aby człowieka małego wystraszyły, a przy okazji ćwiczymy posłuszeństwo. w pewnej chwili chyba nam wszystkim zaczyna się wydawać, że coś na obrazku nie bardzo pasuje. matka pcha wózek, co prawda na kółkach terenowych, ale śnieg w ilości kilkucentymetrowej warstwy oraz piach zaraz pod nim mocno utrudniają pokonywanie tym wehikułem kolejnych metrów. jednak kobieta - matka rodzicielka, brnie dalej wgłąb tej śnieżnej pustyni. kumpel stwierdza  - "ej, ona jest chyba jakaś nienormalna? mróz, śnieg, a baba uparcie pcha wózek w las". przez chwilę wszyscy zastanawiamy się głęboko nad inteligencją kobiety i sensem jej leśnej wędrówki. wtedy ona odzywa się do większego, idącego obok niej dziecka i rozwiewa tym samym nasze wątpliwości - "synku, nic nie mów. nie patrz na pieski, nie podchodź broń Boże, bo one mogą cię strasznie pogryźć, one są agresywne"

wielkie pytajniki pojawiają się nad moją głową. jaki obraz psów właśnie wszczepiła mu jego własna matka do tej kreatywnej i pozbawionej jak na razie stereotypów głowy ?????????

wnioski ??? błagam Was, chyba nie trzeba komentarza.