noworoczne spacerki

minęło...wszystko minęło. to znaczy piszę o świętach i o nocy sylwestrowej i o Międzynarodowym Dniu Kaca czyli 1 stycznia. dziewczyny mają za sobą ten pierwszy raz kiedy jest szalona noc sylwestrowa. na zewnątrz dzieje się jak na froncie wojennym. po tych dwóch dniach dochodzę do wniosku, że są to psy wojny, bo niewiele sobie już robią z dźwięków petard i wystrzałów. pięknie to łyknęły za pierwszym razem. teraz tylko czekają je piękne kolejne lata, a ja mam jeden stres mniej, że moje psy nabawią się fobii.
po kilku dniach spędzonych w kuchni na pichceniu oraz kolejnych kilku spędzonych w miarę spokojnie aby unikać napatoczenia się na "zamachowców" z fajerwerkami przyszedł czas na spacerki. korzystamy z ostatnich chwil śniegu...nigdy nie wiadomo czy nie będziemy czekać na niego do kolejnej zimy. pocieszenie, że to nastąpi już w tym roku ;).
pierwszy śnieg już za nami. tzn za mną już jakiś czas temu, piszę o dziewczynach. to był mały szok. śnieg spadł oczywiście już jakiś czas temu więc opisuję reakcje jeszcze sprzed świąt, a muszę, bo było bosko. Migotka dostała małego amoku. oczywiście jadła śnieg a jakże taki fajny ten puch na pewno można go zjeść, bo inaczej jaki byłby cel aby się pojawił właśnie na ziemi. Haszi cóż miała lekki mętlik w głowie co do wyboru miejsca na pozostawienie ciepłego moczyku, bo gdzie tu sikać skoro wszystko przykrył jakiś biały osad. ale po kilku dniach chyba wszystko zrobiło się jej już jedno i nawet wycieraczkę antypoślizgową przed klatką olała. dobrze, że wszystko spłynęło pod gumę, bo gdybym chciała ją umyć wodą większość sąsiadów byłaby tuż przed świętami na wizycie u ortopedy.


zmieniło się oczywiście otoczenie. wszystko białe więc trzeba sprawdzić stare miejsca czy aby towarzystwo nie zmieniło się wraz z porą roku. kiedy już wszystko zostało obwąchane i skontrolowane sensorycznie należało się rozglądnąć po okolicy.



 cóż...Migotka jest trochę niższa od Haszi więc radzi sobie kochana jak umie najlepiej a wychodzi jej całkiem nieźle. 
widzicie tę bluzę...ha ha. nowy zakup. jeszcze nigdy nie ubierałam psa. ale to jest dla zdrowotności. Megi jest dość mała, szybko traci ciepło, a przecież musi mieć przyjemność ze spaceru a nie marznąć, a kiedy marznie telepie nią strasznie i cała ochota na biegi przełajowe mija. zdecydowałam się więc przełamać swoje podejście do ubierania psów i zakupiłam bluzę sportową...psu oczywiście. nic innego raczej nie wchodzi w grę. nie zacznę jej stroić w psie sukienki o malować jej pazurów, ale ciepło i wygoda przede wszystkim. w końcu kto zrozumie lepiej zmarźlucha jeśli nie inny zmarźluch.


no czyż ona nie wygląda pięknie.... biegom przełajowym i aportowaniom kijków nie było końca...gonitwy w śniegu szukanie śladów to jest to co psy kochają najbardziej...oczywiście poza swoimi właścicielami śmiem żyć w tym przekonaniu.



w każdym razie najbardziej pracowity świąteczny okres już za nami. przed nami nowy rok. znowu wszystko od początku. noworoczne postanowienia ? nie ma żadnych, nie lubię postanowień, planów, celów. chcę cieszyć się chwilą tak jak moje psy. żyć dla chwil i brać co los da, a walczyć o to co chce odebrać. 
trzymajcie się cieplutko i milutko w tym nowym roku. i wszystkiego co naj dla Waszych czworonożnych pociech. no i dla Was oczywiście.