jesienna smuta

hmm....dzisiaj chyba nie jest jeden z moich najmocniejszych dni. dopadła mnie nostalgia i smutek. na zewnątrz coraz zimniej. wieje zimny, mroźny wiatr, chociaż temperatura jednak lekko na plusie, gdy sprawdzam z niedowierzaniem. kaktusy z balkonu zniknęły bezpowrotnie... nawet tutaj pustka aż do......wiosny przyszłego roku. myślę sobie jak bardzo to odległy czas ta wiosna. z drugiej jednak strony patrząc przez pryzmat tego jak szybko minął mi ostatni rok, wiem, że nawet się nie obejrzę a już będzie lato. kolejne wakacje, kolejny rok, kolejne urodziny...... czemu czas tak pędzi ? czemu nie może się zatrzymać ? choćby na chwilę, choćby raz w życiu właśnie w tych chwilach kiedy jest nam najlepiej, przecież mamy ich wciąż za mało ?
zamiast tego przesypiamy te ciężkie dni, mroczne chwile. wtedy kiedy nie ma się ochoty nawet mówić.....ciężko jest myśleć, a co dopiero mówić. ja chciałabym być wtedy jak samotnik - niedźwiedź. zaszyć się w ciepłej norze, gdzie nikt mnie nie znajdzie i po prostu wszyscy dadzą mi spokój. dadzą mi spać. może w takim głębokim śnie jest lato ? pięknie oświetlone, błękitne czyste niebo. ciepło, kolory zieleni i ta świeżość lekkiego powiewu przerywana od czasu do czasu elektryzującą burzą.
cóż na razie pozostaje spanie.....regeneracja, gdy brakuje światła...
dziewczyny też nie próżnują. ja gotuję - one w kuchni przesypiają mroczny, zimny dzień. 


przenoszę się do pokoju, zaraz opanowywuja jakiś ciepły, miły zakamarek.


nawet niekoniecznie wnętrze klatki. przecież ten ziąb ciągnie po podłodze. trzeba wymyślić coś znacznie wygodniejszego i cieplejszego.


Haszi uwielbia mieć głowę nieco wyżej. heh, prawie jak człowiek. przynajmniej wtedy nie chrapie.
skoro jednak ona może leżeć na łóżku, a w dodatku produkuje dużo ciepła, Migotka nie może takiej okazji do dodatkowego podgrzania przegapić. ponieważ są straszne z nich psiapsiółki to co im szkodzi spać razem. uwielbiam na nie patrzeć kiedy śpią. niemal jak dzieci. aż chce się powiedzieć ciiiiiiii..........


dobrej nocy śpiochy...