piątkowe marzenie o sobotnim poranku

dzisiaj piąteczek nastał ........ a właściwie kończy się już, a ja jakoś tak chyba ze złej pogody marzę już o jutrzejszym poranku....soboty w naszym domu są magiczne, zwłaszcza kiedy nie muszę wstawać do pracy. złażą się wszyscy z rana skoro świt do łóżka. oczywiście Migotka nie, bo ona już w nim jest. 
śpimy sobie razem całą noc obok siebie. aaaa....... jest nam cieplutko, a obie wielbimy żeby było cieplutko.


Haszka........ wystarczy, że podniesie głowę znad swojego legowiska obok łóżka i natychmiast też na nie włazi. wszystko pozostaje kwestią czasu kiedy dzieci też wylądują u nas. gdy tylko usłyszą nasze szepty, albo zamieszanie w sypialni spowodowane zabawą psów, rezygnują z bajek w salonie i wpadają z hukiem do nas.


oczywiście wszyscy już otworzyli oczy, ale czy wstali ? tak wstali na chwilę, żeby zaliczyć poranne psie siku, ale potem towarzystwo wraca z powrotem do łóżka. i zaczyna się......wyleeegiwanieeeeeeee, powtórne kimaaaaankooooooo....



niektórym lubiącym ciepełko zdarza się ponownie popaść w lekką, płytką drzemkę, przerwaną dobiegającym z kuchni zapachem parzącej się kawy.....


ale co tam....wykorzystajmy ostatnie chwile....  zamknijmy jeszcze choć na sekundę oczy i rozkoszujmy się tym ciepłem i pierwszymi promieniami słońca wpadającymi do sypialni....
takie chwile trzeba cenić. dzisiaj kiedy liczy się każda sekunda, minuta, praca, bieganina, obowiązki takie chwile nadają życiu sens.....piękne są to chwile. nie każdy może sobie pozwolić na tak liczną rodzinę jak moja, zwłaszcza jeśli jak u mnie liczba zwierząt przerasta ilość człowieków. ale ci którzy mogą i mają rodzinę wielogatunkową chyba wiedzą o czym mówię......te chwile są wspaniałe.....co z tego, że trzeba często prać pościel i czasem ktoś na kogoś nadepnie skoro to taki błogostan.....

ale zaraz....zaraz


Haszi !!! kto ci pozwolił wejść do łóżka........w ubraniu ?