spacer



pierwsze koty za płoty i pierwsze szczepienia z głowy. teraz czas na spacerki i pełną socjalizację. łazimy sobie to tu to tam na spacerki. piękne miejsca nas otaczają - na zdjęciu plener w parku przyległym do Pałacyku Oborskich w mojej miejscowości. pech chciał, że właśnie kilka dni temu ustawili tam znak zakazu wchodzenia z psami i mamy szlaban.....a myślałam, że już coraz mniej takich miejsc będzie :(
jednak ten spacer miał miejsce jeszcze przed tym jak postawili ów "zakaz". 
Migotka biega trochę jak - nie śmiejcie się, ale właśnie tak to wygląda, wściekły królik. dupa chce szybciej od przodu biec, ale ciężka głowa nie pozwala tak szybko nóg od ziemi odrywać, w wyniku czego cały bieg kończy się fikołkiem. głowa zatrzymuje się pierwsza, a tyłek leci sobie w najlepsze dalej. chyba zacznę nagrywać filmiki. tłumaczenie Wam jak to jest nie jest chyba zbyt dokładnie zobrazowane. śmiechu jest co niemiara z tych jej wygłupów na świeżym powietrzu. 
jednak tak samo jak zabawy młoda Megi potrzebuje socjalizacji. zwiedzamy więc różne dziwne miejsca i oglądamy sobie we dwie różne dziwne rzeczy. a to ciekawi ludzie, a to jakieś inne dziwne zwierzęta, dźwięki, zapachy. szkoda, że nie ma u nas zbyt wielu towarzyszy do psich zabaw. ludzie albo nie puszczają swoich psów ze smyczy ze względu na to, że te mogą już nie wrócić, albo dlatego, że mogą zjeść coś lub kogoś niepożądanego, albo dlatego, że po prostu nie umieją się w takich momentach zachować. szkoda, że nie mamy parku dla psów w naszym mieście. miejsca, gdzie psy miałyby się z kim spotkać towarzysko i wymienić zapachami i doświadczeniami, energią. bardzo szkoda. takich co by chcieli znam wielu.
tym czasem my zwiedzamy....



fontanna w parku jest jednym z ulubionych miejsc Migotki. chłodna woda i ten jej plusk bardzo ja zadziwiają. uwielbia obserwować unoszące się na wodzie liście....



a ja uwielbiam obserwować ją. jak ona się wpatruje we wszystko żebyście to widzieli....jak się dziwi, jak próbuje zrozumieć mechanizmy........niesamowite. na jednym z osiedli naszego miasta remontowana jest elewacja jednego z bloków, obok którego ostatnio często przechodzimy. za każdym razem zatrzymuję się tam jakby na jej prośbę. ona siada na chodniku i obserwuje "budowlańców" z wielkim zaangażowaniem. styropian leci na nią jak płatki śniegu, ale do tego szybko przywykła. najbardziej fascynują ją pokrzykiwania panów na wysokościach na siebie nawzajem. patrząc na nią ma się wrażenie jakby próbowała zrozumieć, że właśnie po to ludzie używają słów....żeby tworzyć, komunikować się. jej głowa zawsze podąża za ich okrzykami. jeden Pan krzyczy "Zeniu !!! cho no, musisz to tu zerknąć", a ona patrzy w stronę, z której dźwięk ten pochodzi....potem inny odpowiada " Kazek, spier......, mam tu swojo robote chłopie. ni mom czasu na ciebie" i ona znowu odwraca głowę w kierunku dźwięku......ciekawe czy zastanawia się nad znaczeniem słów ? czy nad tym, że ci dwaj mówią jakimś innym językiem ? w każdym razie lubi tam chodzić. nie boi się, nie szczeka. tylko siada i obserwuje. a ja mam radość patrząc na nią jak na małe dziecko, które cieszy się z byle czego i fascynuje się czymś na co my - dorośli ludzie nie zwracamy już zupełnie uwagi. dla mnie z nią na spacerze, wiele znanych mi rzeczy zyskuje nowe oblicze. i to jest bardzo fajne uczucie. cieszyć się czymś i dostrzegać to na nowo.