Migotka ?

muszę...po prostu muszę się Wam pochwalić........
mamy kolejne "dziecko" w domu. dołączyła do nas 22 sierpnia, czyli w piątek. jest mała jak żadne inne zwierzę u nas, no może wyłączając świnki morskie. ale z rozumnych, karnych zwierząt ona jest i chyba pozostanie najmniejsza. sunia rasy Boston Terrier......jest nocną przylepą. śpi nie tyle w naszym łóżku co dosłownie wtulona pod moją brodą na szyi.....uwielbia tez mojego sypialnianego kota - pluszowego, który był moja poduszką a teraz stał się...... jej legowiskiem. trudno.....niech stracę. poświęcę go, podzielę się.
jej imię rodowodowe brzmi Carya...prawda, że pięknie.....może i tak, ale jak dla mnie te oczyska i ta maleńkość kojarzą się z niczym innym jak z Migotką z bajki Muminki.....i tak tez wołamy na nią w domu. oczywiście mocno skróciliśmy to na spacerach i krzyczymy na nią Mimi, albo Megi. Megi chyba bardziej reprezentacyjne co? w każdym razie jest Migotką.


gdy do nas przyjechała zdążyła jeszcze poznać Gaję, a nawet ją polubić, bo gdy Gaja odeszła Megi kilkukrotnie po spacerze wbiegała do jej kojca w poszukiwaniu znajomej "babci". niestety były razem zbyt krótko, żeby się dobrze poznać. Gaja była już bardzo chora i opuściła nas zbyt szybko.  ktoś powiedział mi po tym jak Gaja odeszła........cytuję: "...widzisz...Gaja odeszła... czekała aż pojawi się Migotka... zawsze już będzie z tobą a ty nigdy o niej nie zapomnisz... pamięć jest po to, aby nigdy nie zapomnieć o przyjaciołach, nawet tych, którzy odeszli". ja żyje tymi słowami, choć chciałam bardzo, żeby Gaja jeszcze została i przekazała choć trochę umiejętności i swojego spokoju Migotce, ale może to prawda...może czekała żeby zjawił się ktoś kto złagodzi mój ból po jej stracie...czasem rzeczy dzieją się jakby był w tym wszystkim jakiś sens.
uśmiechy i minki Migotki często powalają mnie na kolana.


no czyż nie można się w tych oczach zakochać?
przyjechała do nas tak niedawno, a zachowuje się w stosunku do nas jakby była tu od zawsze. jest bardzo odważna.. co prawda boi się kotów, które są od niej nieco większe, ale jest ich bardzo ciekawa. GG już ją polubiła, choć pierwszego dnia nie była zbyt zachwycona, że kolejne coś latająco-szczekające przynieśliśmy do domu. Ryś, który był zawsze oazą spokoju i olewizmu, zniknął gdzieś w czeluściach mieszkania.....strasznie się jej boi, bo już na wejściu obszczekała go niemiłosiernie, że teraz to ona tutaj jest nowa i ma fory. 
jak juz pewnie wiecie zamierzałam się od jakiegoś już czasu z założeniem hodowli i właśnie boston teriery są rasą, której postanowiłam się poświęcić. choć łatwo nie będzie, bo jak dotąd najniższy pies jakiego miałam sięgał przynajmniej przed kolano, a tutaj, teraz takie coś, co jest wysokości równej mojej naciągniętej na stopę skarpetki.  



na razie główne zajęcia to spanie, jedzenie i ......bieganie co dwie godziny na zewnątrz. dobrze, że pogoda dopisuje :)
przedstawiam Wam więc Pannę Migotkę. od dzisiaj dojdą tutaj jeszcze posty o niej. pewnie nieco się ożywi, będzie zabawniej i pracowicie. w końcu nowy osesek do "obróbki". już się gotuję na tę kolejną przygodę życia i naukę dla nas obu. zacieram rączki i zabieram się do .......... rozpieszczania ;).