w słońcu

skwar masakryczny......chyba w końcu przyszły te upały, które wykańczają nas wszystkich....
nie wiedzieć czemu nie cierpię takich dni. szlag mnie trafia kiedy w wolny dzień nie można po prostu przekręcić klucza w drzwiach i zniknąć na cały dzień poza domem, na powietrzu, z wiatrem we włosach... 
gotowanie ciekawych potraw i pieczenie - wykluczone
gry sportowe i zabawy na świeżym powietrzu - wykluczone
szkolenie w domu - wykluczone, żadne z moich zwierząt nie podniesie żadnej ze swoich łap w taki upał.....
no i jak ma mnie szlag nie trafić? co to za marnowanie dnia, marnowanie życia....po prostu jestem wściekła...
wiem..... jechać nad wodę i kąpać się cały dzień byłoby pięknie i wesoło, ale jeśli nie ma z kim, a piszę tu o psach....
wiecie..... przykro mi bardzo, że nie mam towarzysza na czterech łapach do wszystkiego....Gaja, cóż sama ledwo wchodzi po schodach. ona raczej na plażing się nie nadaje. Shira - pewnie i by popływała i poskakała do wody i wypiła jakąś nawet zawartość małego jeziora, ale wiecie - to bull, zaraz by było, że agresywny, że dzieci się boją, że jak to można taką paskudę wśród ludzi i ble, ble, ble.......


choć pocieszne jest, że kiedy ktokolwiek coś komentuje i mówi "ale paskuda z tego psa". albo coś w stylu - "uważaj dziecko ten pies może cię połknąć", ona zawsze patrzy na ludzi a ja czytam w jej myślach i znajduję w nich coś takiego: "nie martw się człowieku, dla mnie jesteś kompletnym kosmitą, ale nie mam ochoty na ciebie, bo skoro plujesz nie tylko na mój ale i na swój gatunek takim jadem, to musisz być mega toksyczny, a ja chcę jeszcze trochę pociągnąć więc pozwól, że nawet ciebie nie liznę, a nawet niekoniecznie muszę na ciebie patrzeć. szkoda czasu i mojego zainteresowania na takich jak ty". no i gdzie ja mam się pokazać z takim olewającym wszystko psem? ona z resztą też woli korzystać ze słońca w domu. chłodniej i zawsze można zmienić miejsce z cieplutkich paneli w słońcu na zimne płytki w korytarzu.
w domku przynajmniej jest chłodniej niż na zewnątrz więc i można zaległości jakieś odpracować. a to na bloga wpis zrobić, a to pranie, a to pazurki pomalować, a to książkę ciekawą poczytać......ogólnie wszystko poleguje i łapie energię jak tylko się da. szkoda, że nie możemy kumulować w sobie tego słońca na zimę. można by było potem czerpać z tych zapasów i oddawać ciepło nie tylko sobie ale też innym choćby uśmiechem. 


a koty jak to koty.....uwielbiają ciepło i tylko przenoszą się z kuchennego parapetu w słońcu na balkonową poduszkę. też w słońcu.....będzie potem konieczność docieplania panci w zimie, kiedy dopadnie nas zimowa deprecha i nie zostanie już nic innego niż gorąca herbata z miodem i kotek na kolanach.
trzymajcie się........(cholera mam dylemat ale napiszę) chłodniutko i cieszcie się słońcem za oknem, bo taki błogostan na pewno nie potrwa zbyt długo.