netoperek


jakże ciekawe może być życie netoperka.....wszystko do góry nogami. pełna gama wszystkiego co stoi na suficie i nie upada w dół....ale nieziemska perspektywa.......akrobacje GG ostatnio wprawiają mnie w zdumienie. nie dość, że z Ryśkiem prowadzą regularne wyścigi przez przeszkody po całym mieszkaniu, to jeszcze oboje uprawiają akrobatykę w pełnej okazałości..... 
Ryś ćwiczy chodzenie po krawędziach barierki balkonu, ryzykując codziennie lot w nieznane. Ginger próbuje nowych figur co by urozmaicić sobie nieco nudny żywot kota domowego......oj jak ja bym chciała móc tak zaufać swojemu ciału i wszystkiemu co by mnie wtedy trzymało z daleka od ziemi....i zawisnąć sobie na chwilę......


...mieć poczucie oderwania i bycia lekkim jak ptak....a co tam.....mogłaby to być jakaś tuba.....byle tylko nie zaistniało ryzyko utknięcia w niej...ściekowa raczej odpada, bo za blisko ziemi i w rynsztoku...hmmm, raczej zapachu wolności i natury bym tam nie zaznała......może jakaś tuba na wysokościach budowlanych ? 

ale wiecie co....zawsze zostaje trzepak....pamiętacie akrobacje na trzepakach i wolne zwisanie sobie na nim głową w dół.....hmmm, ja pamiętam. pamiętam, że to robiłam, ale nie pamiętam już tego miłego uczucia w żołądku, tych łaskotek......kurcze idę za chwile na spacer z psami. jest ciemno.....więc może dam się skusić swojemu wewnętrznemu dziecku na taki chwilowy zwis.......a nóż moje szare komórki dostaną dodatkową dawkę uderzeniową świeżutkiej natlenionej krwi i zmądrzeję? albo może lepiej nie, bo co jak mi się spodoba i zgłupieję już do reszty? i znowu dylematy.....cholera jasna. ale tak czy siak muszę sobie przypomnieć jak to jest. zawsze na trzepaku to bliżej ziemi niż takie bujanie w obłokach więc jeśli spadnę, to może nie uderzę się za mocno w głowę, ale z pewnością zaznam przyziemnego cierpienia. cóż lubię ryzyko.