wspominki


tak. dzisiaj będzie o Gai, jako że ostatnie zdarzenia dały mi wiele do namysłu. już wspominałam Wam, że Gaja jest dość poważną starszą panią. zdrowie niestety też daje jej ostatnio popalić dość dobrze. zaniemogła nam ostatnio bidulka, ale to aż tak bardzo zaniemogła, że wydzieraliśmy ją wręcz spod kosy śmierci. ciężko z tą cholerą wygrać, bo wiecie nikt nie jest gotowy na to, że ona kiedyś w końcu przyjdzie i jak tą swoją kosą machnie to......
w każdym razie udało się, a w przypadku Gai to nie był pierwszy raz. tym razem wysiadł jej pęcherz, ale wiecie nie tak, że się "lało" z niej tylko tak, że przestało się lać w ogóle. owszem ona chciała i to bardzo, ale zwieracz postanowił, że udowodni, iż stać go na wiele i zaciął się w sobie i ani drgnie. więc było cewnikowanie po nieprzespanej nocy. potem zastrzyki, ale po wyjęciu cewnika okazało się, że niestety na nic się ta pomoc nie zdała. nie działa i tyle. wyłączył się przełącznik w głowie. jakiś neuron zastrajkował i po prostu przestał się pewnego dnia meldować na stanowisku. więc kolejne umieranie o to co dalej......i kolejne dni z cewnikiem i z zastrzykami. wiecie, wszystko bez znieczulenia, bo Gaja już serducho słabe ma i dla niej nawet "głupi Jaś" mógłby być zabójczy. 
wiecie jak to śmiesznie wyglądało? nie, nie Gaja z wystającą rurką cewnikową, wiecie skąd, nie w pampersie na tyłku - rozmiar maxi pochwalę się ;) (na szczęście nosiła go tylko tylko w domu). nie to nie to było śmieszne, śmieszni byli ludzie, którzy nie mogli uwierzyć, że można dla ratowania psa zainstalować mu poniekąd trochę jakby na dłużej niż chwila cewnik i że to działa i że to ma pomóc. wiecie jakie mamy społeczeństwo. kto by się zajmował takim chorym psem, on już jest stary i tylko się męczy. ale to nie prawda, ona jest nadal uśmiechniętym psem, któremu wydaje się, że może więcej niż faktycznie da radę. optymizm z niej tryska, a ja miałabym się poddać ??? nieeeee, przecież to tylko kolejne potknięcie zaledwie. choć mówię Wam, były chwile wielkiego smutku i nieprzespane noce. ja po prostu nie wyobrażam sobie, że Gai mogłoby zabraknąć, że ona kiedyś odejdzie........tak to dramat, wiem, że to nieuniknione, ale ja i pewnie ona też, będziemy walczyć do końca. i wiecie co??? po tygodniu z dwa razy wymienianym cewnikiem i zastrzykach podawanych dwa razy dziennie i tych pampersach i tym strachu wet wyjął cewnik i ........ UDAŁO SIĘ, ZADZIAŁAŁO, GAJA SIKA......tak cieszymy się wszyscy, że Gaja sika...........oklaski i famfary i konfetti idzie w ruch........


jako, że miałam kilka ciężkich dni i bardzo o Gaję - moją najwierniejszą przyjaciółkę się martwiłam, zaczęłam się zastanawiać nad tym jaka ona jest, jako pies i jako bokser. wspominałam jej córkę Daszeńkę (niestety odeszła od nas już jakieś 4 lata temu) - też bokserkę i choć obie bardzo były różne i miały całkiem inne charaktery to jednak obie były nadzwyczaj oddane i rodzinne. Gaja pojawiła się u nas kiedy mój syn miał 2 lata, a z kolei moja córka pojawiła się na świecie kiedy Dasza miała już 2 lata. wychowywały się więc obie z moimi dziećmi i jeszcze po drodze z kilkoma innymi zwierzętami innych gatunków. socjalizacja pełna. obie były jednak wpatrzona w nas - ludzi. dzisiaj żałuję, że od samego początku nie robiłam im zdjęć, jak razem rosły, jak rozrabiali, jak się smucili wspólnie i jak się w tym smutku wspierali. szkoda, bardzo szkoda, bo takie wspomnienia są zawsze i na zawsze potrzebne. nie chcę mieć uczucia, że minęło to bezpowrotnie, chcę zatrzymywać te chwile.......
i wiecie co myślę, że mimo tego, że posiadamy też Shirę - bulkę i jest ona, mimo, że po przejściach kochanym i wdzięcznym psiakiem, to jednak nie może w naszym domu zabraknąć kiedyś boksera. czy to się stanie jeszcze za czasów gdy będziemy mieć w domu jeszcze swoje dzieci, czy za czasów gdy już będziemy mieć wnuki - to jednak na pewno nie omieszkam pstrykać im zdjęć przy każdej możliwej okazji. od samego początku gdy splotą się ich egzystencjonalne historie, aż do samego końca, bo przecież każdy chce mieć fotki ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi z dzieciństwa i najlepszych lat i chwil wspólnie ze sobą spędzanych. 

a przy okazji wypijmy zdrowie Gai oraz wszystkich, podobnych jej wartościowych i oddanych nam przyjaciół - za nasze psy i koty
ZDROWIE