spacer z Gają

zrobiło się gorąco, pięknie..... świat nabrał nagle głębokich barw, wszystko jest takie wyraźne i świeże. trawniki jeszcze nie zdążyły zeskwarzyć się w pełnym słońcu, jeszcze zipią i cieszą nas swoją zielenią, jej różnymi odcieniami. lubię wczesne lato. jeszcze nie gorąco, jeszcze żar się z nieba nie leje, noce są jeszcze chłodne i od czasu do czasu pojawia się burza z efektami specjalnymi jak błysk, grzmot a potem piękna tęcza.....ulotne ale wspaniałe zjawiska.
wieczorami jest już dość ciepło (tylko te cholerne komary), ale jeszcze chłodno na tyle, żeby wykorzystać słońce, iść w plener i zabrać Gaję, której upały, podobnie jak mnie nie służą. 
myślę spacerek, Gaja się dobrze czuje dzisiaj, czas na odrobinę przypomnienia podstawowych komend. pamiętajcie nigdy nie należy tracić czujności i ćwiczyć od czasu do czasu nawet te podstawowe komendy i na chwilę zapomnieć o ćwiczeniu tych, które wykonywane przez naszego psa przyprawiają znajomych o opad szczęki. więc (nie będę znowu pisała o słuszności używania tego wyrazu na początku zdania) poszłyśmy sobie na spacerek. pancia zadowolona prosi Gaję siad..... 


....no pięknie dobra dziewczynka. a teraz łapa....


.....no tak koła do góry, bo przecież pancia nie powiedziała, która łapa ma być podana. a może ta z tyłu, a może z przodu? a może udam głupią, że nie wiem o co chodzi i wywalę się do góry nogami ze śmiechu, bo przecież noszę za nią codziennie kapcie, gdy wróci z pracy i to bez komendy, a ona teraz o takie banały prosi. w ogóle sądzę, że to głupie jest, bo podobno człowieki po płytkach nie powinny chodzić boso....bo ja to i owszem - mogę. cóż w kapciach sobie siebie samej nie wyobrażam, ale człowieki to co innego. wracając do tematu. noszę za nią po domu kapcie dopóki ich nie założy na stopy i to bez specjalnego proszenia mnie o to, a ona każe mi siadać? błagam......lepiej udam idiotkę i rozbawię ją tym, bo ponieważ jestem bokserem. w genach mam robienie z siebie błazna. no, i z głowy i już sytuacja rozładowana....


......ale na koniec żeby nie było trzeba dać jej satysfakcję, choćby po to, żeby następnym razem powtórzyć coś zupełnie podobnego i zobaczyć znowu uśmiech i radość na twarzy mojej ukochanej "żywicielki".


ooooo......moja kochana Gaja. śliczna, grzeczna dziewczyna. 
pamiętajcie, uporem, cierpliwością i wyrozumiałością, której czasem trzeba, zwłaszcza w przypadku psów takich jak moja Gaja (starych, chorych emerytów)......możecie uzyskać to o co prosicie. tylko wiecie - pies nie ma skrzydeł, a jedynie cztery łapy i gwiazdki z nieba raczej Wam nie przyniesie.
cieplutkiego, miłego i bez komarów Wam życzę ;)