prawie jak rodzina


nie pamiętam czy wspominałam Wam, że mamy jeszcze innych domowników, a raczej zaokienników w naszej mieszanej poniekąd "rodzinie". w rogu naszego kuchennego okna od lat już przynajmniej czterech zamieszkują sezonowo jaskółki. w tym roku osiągnęły rekord dość pokaźny, bo wychowały aż 3 małe brzdące. cóż, nikt z nas nie pomyślał aby nadać im imiona. raczej byłoby trudno je nimi nazywać, bo są tak podobne do siebie i poruszają się tak szybko, że odszukanie jakichkolwiek znaków szczególnych, indywidualnych dla każdego z nich graniczy z cudem. niestety już niedługo ten nasz lotny przychówek ulotni się do kolejnego sezonu. nasze maleńkie, jeszcze do niedawna zupełnie cichutkie malizny rozpoczęły naukę latania. choć nasze okno wygląda już tak, że lepiej zasłonić je od wewnątrz roletą, żeby nie dostać apopleksji z powodu jego zanieczyszczenia, to jednak pewnie będę tęsknić za nimi kiedy już znikną na dobre.
to bardzo wdzięczne ptaki, a przy tym ciche. ich szczebiotanie jest niemal niesłyszalne. najbardziej uwielbiam ich gonitwy z czyżykami, które lubią im dokuczać,a są od jaskółek o wiele bardziej rozdarte. co roku, na szczęście bezskutecznie próbują zdetronizować nasze jaskółki próbując zwalić im gniazdo, ale nie martwcie się, nasze koty są czujne. jaskółki "rodzinne" szybko zaakceptowały plusy płynące z tego, że za kuchennym oknem po drugiej stronie są koty, które nie zrobią im krzywdy, ale czyżyki to już inna bajka. są dużo od jaskółek większe, a czepiając się ich gniazda zawisają na nim co niezmiernie wkurza nasze koty. skaczą one wtedy po oknie i straszą czyżyki, skutecznie odstraszając intruzów od gniazda jaskółek. miło jest obserwować taką symbiozę. jaskółki maja swoich bodyguard'ów, a koty mają swoją telewizję. 
ostatnio myłam okna, oczywiście te, które jest sens myć i których mycie nie zakłóci komfortu mieszkaniowego jaskółek i miałam szansę obserwować niesamowite zdolności tych ptaków. nie dość, że i tak jestem zachwycona ich precyzyjnym trafianiem w "drzwi" ich mieszkania, mimo dość ciasnego do nich dojścia oraz precyzją trafień w ilości 100 na 100, to jeszcze zachwycają mnie swoją opiekuńczością i ciekawością tego co wokół. często nawzajem się obserwujemy. one zaglądają przez okno do domu nas ludzi, a ja zaglądam przez to samo okno do nich. nigdy się nie chowają, ale raczej z zaciekawieniem obserwują mnie i to co robię na kuchennym stole, na który mają pełen kąt widzenia. ostatnio otworzyłam podczas mycia to okno na oścież i miałam możliwość obserwacji tych niesamowitych podniebnych akrobatów. potrafią zawisać na chwilę i przyglądać się temu co robię zwłaszcza kiedy mam w dłoniach to wielkie coś, co my ludzie nazywamy aparatem. i pomyślcie - my musimy zatrzymać chwilę w migawce aparatu żeby dostrzec jak pięknie poruszają się te zwierzęta, a one potrafią postrzegać przestrzennie w jakości 3D świat mimo prędkości w jakiej się poruszają. niesamowite prawda?



na koniec dodam, że w przyszłym roku mam w planach zamontować w ich "apartamencie" maleńką kamerę i wpuścić jej obraz na swojego bloga, aby móc obserwować je przez te kilka krótkich chwil, gdy przylatują do nas żeby wydać na świat kolejne pokolenie. może wtedy uda się jakoś je odróżnić i nadać im imiona. już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu. ależ to będzie przygoda.