blisko......bliżej i najbliziejszej

czujecie....hmmmmm.....zapach choinki, pierników, ciast, grzybów ? ja jak co roku nie mogę się doczekać.....wiecie, gary, bieganina na zakupy, zamieszanie ze sprzątaniem i tego typu podobne świąteczne historie. dla mnie te święta mają szczególny urok. nie ironizuję - ja naprawdę to kocham. całe trzy dni siedzenia w kuchni. wszystkie "pluszowe" zwierzęta ze mną. kręcą się gdzieś nieopodal w nadziei, że na pewno coś spadnie ze stołu.
kiedy jeszcze żyła Daszeńka - bokserka, córka Gai, to zabawnie było patrzeć jak strategicznie podchodziły do "polowania" w kuchni. Gaja siedziała i patrzyła na blat stołu. jest nauczona łapać przysmaki w powietrzu więc w razie gdyby coś zaczęło "uciekać" ze stołu zawsze była gotowa. niestety nigdy nie podnosi z podłogi, ze względów bezpieczeństwa też została tego nauczona więc podłoga nie dla niej. ale wiecie.....w domu nic nie może się zmarnować więc Dasza patrzyła na podłogę. zawsze coś może niepostrzeżenie upaść i istnieje możliwość, że Gaja tego nie zauważy, to też warto na nią zwrócić uwagę. siadywały więc obie w kuchni, jedna z lewej mojej strony, druga z prawej i tak się patrzyły. jedna na podłogę, druga na blat. wyglądało to komicznie, ale przyznam - brakuje mi tego. cóż Daszeńki nic mi nie zwróci, ale wspomnienia piękne zostaną mi po niej na zawsze.




dla odmiany nic żywego tym razem nie zobaczycie. kilka ulubionych ozdób i życzenia........
ale te..........następnym razem........