nowy mieszkaniec





mamy nowego mieszkańca. fakt już od lipca jest z nami, ale wiecie...brak czasu. syn znalazł go pod blokiem, zabiedzonego, wygłodniałego ze świerzbem. dzwoni.....do mamusi oczywiście, bo kto ma miękkie serce to......i błaga......."ale mamo on jest taki biedny, miauczy, pić mu się chce......litości". no to się zgodziłam, a co miałam zrobić? złamać dzieciom serca...nieeeeee.
więc jest z nami ten nasz Rysio i jest przefajny. na razie Ginger daje mu nieźle w kość, ale się dogadają. wieczorami i wczesnymi rankami urządzają biegi po całym mieszkaniu.....słychać tylko ciche pomiaukiwania i delikatne łapki uderzające w wielkim pędzie o podłogę.........z nim jest....jeszcze zabawniej.