MOJA NOWA STRONA

Pragnę poinformować o przenosinach bloga na zupełnie nową stronę internetową. Będzie więcej i częściej. Od maja jestem szczęśliwą posiadaczką hodowli psów rasy Boston Terrier o wdzięcznej i jakże oryginalnej nazwie 

PSIARA MANIAKALNA FCI

Zapraszam wszystkich moich dotychczasowych podglądaczy i tych których interesuje rasa, ale też wystawy, testy gadżetów i inne historie. Kliknij w baner i przenieś się do świata mojej pasji.

 psiara maniakalna FCI

wędrówki

cieszę się za każdym razem radością moich psów zazdroszcząc im czystej radości z prostych i zwyczajnych rzeczy jak las i staw.                                                                        
 

takie obrazki kocham. zmęczone i szczęśliwe.

cóż może być lepsze od psa? wiadomo. dwa psy!

od wielu wielu lat w moim domu było co najmniej dwa psy. zaczęło się od Gai i jej córki Daszy, którą postanowiliśmy zostawić do pary z matką. ja zawsze podchodziłam do sprawy w ten sposób, że czy masz jednego czy dwa psy, to jest właściwie mała różnica więc jak już mamy jednego, to przecież drugi niewiele zmieni. tkwiłam w tym przekonaniu całe lata. jakby nieświadoma różnicy. nie dostrzegałam jej. nasze psy były raczej ułożone i bezproblemowe, stąd nie było wielkiej potrzeby osobnych z nimi spacerów czy jakoś bardziej użerania się z jedną więcej jak z drugą. więc różnica faktycznie była nieodczuwalna. 
dopiero po latach przekonałam się jak wielka ona jest. paradoksalnie przekonałam się o tym właśnie wtedy kiedy nagle zostałam tylko z jednym psem. na skutek zdarzeń życiowych z posiadania trzech psów i planów na czwartego skończyłam z jednym. w moim przypadku dla mnie to pewnego rodzaju niepełnosprawność. jak to? teraz nagle mam ćwiczyć tylko z jednym psem? spacery z jednym psem? ja nie mam takiej radości z łaziorowania, Megi nie ma radości z łaziorowania. brak towarzystwa dla niej oraz obiektu dodatkowych rozproszeń ale i dodatkowych treningów dla mnie sprawiły, że ewidentnie odczułam różnicę między jednym a dwoma psami. nie powiem, że było lepiej bo mniej "roboty" i oczy spokojniejsze w trakcie spaceru. wręcz przeciwnie. brak był ewidentny. to jakby mieć jedną rękę czy jedną nogę kiedy wie się już jak to jest mieć dwie. tak się czułam ja i Megi. nuda, wieczory po treningach spędzone na leżeniu na dywanie. brak dodatkowej motywacji na spacerach, no i brak chaosu, nad którym warto i chce się panować. aż wreszcie pojawiła się ona. długo szukana, długo wyczekiwana. ta druga. ta brakująca.

kto nie kocha frisbee

kto nie kocha frisbee? chyba każdy pies kocha biegać i ganiać coś co ucieka. Moja Migotka, choć jest psem brachycefalicznym (o skróconym pysku i cofniętym nosie) uwielbia zabawę tym latającym dyskiem chyba najbardziej ze wszystkich zabaw w "łowienie" czegokolwiek. uwielbia go na tyle, że kiedy mam go ze sobą na zewnątrz, żaden pies nie jest w stanie odciągnąć jej od zabawy talerzem. dzisiaj chciałabym opisać jeden z najlepszych jakie miałam okazję testować i przy jakim na pewno zostanę na dłuuugo. przyznam, że nie jest to pierwszy talerz frisbee jaki miała Megi do tej pory. jest to natomiast kolejny talerz tej samej firmy. akurat ten dysk jest dystrybułowany przez Trixie, a zdobyłam go w sklepie https://www.ab-zoo.pl . sam dysk nazywa się DOG-O-SOAR JR. (wersja dla mniejszych psów) i jest wykonany z elastycznej i jak piszą na opakowaniu naturalnej gumy. jest on jednak na tyle wytrzymały, że jest chyba jedynym dyskiem jaki nie ulega pogryzieniu i rozerwaniu na strzępy już w pierwszym tygodniu używania. zapraszam do rozwiniętego opisu.

lew Andrzej

od jakiegoś już czasu szukałam zabawki do szarpania, gryzienia i szaleństw dla Megi, no a teraz także dla mojego nowego "dziecka" - Zuzy. temat wydawałby się prosty, łatwy i z góry wiadomy. otwieram pierwszą lepszą stronę w necie i wow... ileż tego jest - do wyboru, do koloru. bierz i rządź. otóż nie, to nie takie proste jak się wydaje. Megi miała wiele różnych zabawek. większość nie doczekała się nawet opisów testów, bo zwyczajnie żadnego nie przeszły. część z nich było spadkiem po dzieciach. strych został odkopany. Megi utylizowała wszystko jak leciało. należało tylko dopilnować, aby nie zechciała zjeść wnętrzności i jakoś to było. jednak zapas się skończył i należało pomyśleć co dalej. 
szukałam czegoś innego, odmiennego od standardów. czegoś nastawionego na żuchwę mojej Megi, co nie rozpadnie się w ciągu pierwszej - ..... zabawy. buszując w sieci trafiłam na sklep https://www.ab-zoo.pl i znalazłam........